Pałac księcia Stanisława Poniatowskiego nad jeziorem Bolsena we Włoszech

Fot. Marco Ilari

Od ponad 20 lat pierwsze dni wakacji spędzam w Capodimonte – niewielkiej miejscowości położonej nad jeziorem Bolsena (nie mylić z Capodimonte neapolitańskim!). Chętnie przyjeżdżam tu również we wszystkie wolne weekendy. Capodimontani – mieszkańcy Capodimonte z dumą twierdzą, że to właśnie ich miejscowość jest perłą jeziora, a widok historycznego centrum wznoszącego się na skalistym cyplu stanowi najlepszą jego wizytówkę.

Pałac Poniatowskiego pierwszy od lewej w pastelowych barwach. Fot. Agata Rola-Bruni

Fragment tablicy informacyjnej z chętnie powtarzanym przez mieszkańców Capodimonte sloganem ”Najlepszy profil jeziora Bolsena”. Fot. Agata Rola-Bruni

Z lokalnymi przechwałkami można się zgadzać lub nie. Osobiście się zgadzam, tym bardziej, że… w pięknej panoramie miasteczka ważne miejsce zajmuje rzadko wspominany zarówno w źródłach polskich, jak i włoskich pałac należący niegdyś do księcia Stanisława Poniatowskiego – bratanka ostatniego króla Rzeczypospolitej.

Pałac Poniatowskiego od strony via della Gavettona przed remontem (2014 r.) i obecnie. Fot. Agata Rola-Bruni

To właśnie z tym bratankiem Stanisław August Poniatowski wiązał przez wiele lat wszystkie nadzieje polityczne. To on – w marzeniach monarchy – miał zasiąść w przyszłości na tronie. Nadzieje króla przekreślił sam ks. Stanisław na krótko przed całkowitym upadkiem Rzeczypospolitej. Ustawa Rządowa z dnia 3 maja 1791 r. „postawiła kropkę nad i”, przeznaczając tron RP elektorowi saskiemu Fryderykowi Augustowi i jego sukcesorom.

 

Brama prowadząca z via Gavettona na Piazza della Rocca – zdjęcie przed i po odnowieniu Pałacu. Fot. Agata Rola-Bruni

Zakończenie prac renowacyjnych fasady Pałacu Poniatowskiego oraz ukazanie się w 2016 roku obszernego przewodnika po Capodimonte, skłoniły mnie do bliższego przyjrzenia się postaci byłego właściciela oraz kolejom życia, które przywiodły go przed ponad dwustu laty do tej mało znanej dzisiaj, ale odgrywającej ważną rolę w przeszłości miejscowości.

Pałac Poniatowskiego od strony P.za della Rocca przed i po remoncie. Fot. Agata Rola-Bruni

Do ukazania się w 1960 roku opowieści biograficznej Mariana Brandysa, książę Stanisław Poniatowski był postacią zupełnie nieznaną. W pamięci Polaków przetrwał jego brat stryjeczny – młodszy o kilkanaście lat książę Józef Poniatowski (poniżej na obrazie F. Paderewskiego), kojarzony już nawet przez małe dzieci z postacią przedstawioną na pomniku konnym przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Przyczynił się do tego zapewne fakt, że książę Józef związał swoje życie do końca z losami narodu, natomiast książę Stanisław od 1797 roku przebywał z dala od kraju i choć sprawami Polski interesował się, nie wziął udziału w żadnym ważnym dla Polaków wydarzeniu historycznym. Ironia historii sprawiła jednak, że to właśnie od tego „nieznanego” księcia wywodzą się jedyni autentyczni Poniatowscy żyjący do dziś.

Ojciec ks. Stanisława – ks. Kazimierz – był jednym z czterech braci Poniatowskich: obojętnego dla spraw Polski ks. Andrzeja (ojca bohaterskiego ks. Józefa), króla Stanisława Augusta, księcia prymasa Michała Jerzego. Historycy wytykając wady trzech stryjów ks. Stanisława, wskazują również na ich zalety. Tylko w przypadku ojca nie pada ani jedno pozytywne słowo. Jeden z biografów ocenia go w sposób bezlitosny: „Był to pasożyt ani Bogu, ani ludziom na nic wcale nieprzydatny. Przez osiemdziesiąt lat życia nie odznaczył się ani myślą, ani czynem, owszem, jeżeli kiedy umiał wpływ wywierać, był to zawsze wpływ zgubny dla ogółu. Żył tylko dla siebie i dla swoich kochanek”. Na szczęście ten „najlubieżniejszy człowiek i największy próżniak epoki” nie miał większego wpływu na wychowanie syna, który dzieciństwo spędził pod troskliwą opieką matki. Nauki wyniesione z dzieciństwa to oszczędność, zaradność w interesach i purytańska niemal moralność – cechy obce w rodzinie Poniatowskich.

Od lewej: ojciec Kazimierz oraz stryjowie – Andrzej, Michał Jerzy – Prymas I Rzeczypospolitej, Stanisław August – ostatni król RP (Źródło: Wikipedia)

Po ukończeniu siódmego roku życia, książę Stanisław przyjechał do Warszawy, opiekę nad nim przejął stryj Stanisław. Naukę rozpoczął w konwikcie prowadzonym przez ojców teatynów – włoskich zakonników, którzy zaszczepili w nim na całe życie umiłowanie kultury włoskiej. Jako ich podopieczny, w wieku 10 lat, wystąpił po raz pierwszy jako osoba oficjalna. W 1764 roku brał udział w uroczystościach koronacyjnych swojego stryja. W towarzystwie ojca Kazimierza i stryja Michała Jerzego odebrał akt sejmowy nadania tytułu książęcego. Wtedy miało miejsce pierwsze nieudane spotkanie dziesięcioletniego Stanisława z sejmem Rzeczypospolitej. Kolejnych „spotkań” nie można nazwać sukcesem. Niefortunnym wystąpieniem w trakcie obrad Sejmu Czteroletniego zrujnował sobie polityczną karierę. Ostatecznie splot różnych okoliczności skłonił go do zrzeczenia się wszystkich pełnionych funkcji (a pełnił ich wiele!) i wyjazdu za granicę. Ostateczny wybór padł na Włochy, w których bywał już wcześniej, które znał i kochał. O zamieszkaniu w Rzymie marzył też, po swej abdykacji, ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski. Marzeń tych jednak nigdy nie zrealizował.

We wspomnianej już wcześniej opowieści Mariana Brandysa czytamy: „Wiadomości, jakie udało mi się zebrać o życiu i działalności ks. Stanisława Poniatowskiego na emigracji we Włoszech, są nader skąpe. Względna ciągłość chronologiczna Souvenirs [Pamiętników] urywa się na roku 1798, co pokrywa się z datą wyjazdu księcia z Warszawy do Wiednia. Dalej znajdujemy już tylko luźne urywki wspomnień, poprzedzielane odstępami lat, a nawet dziesięcioleci. Ostatnią datą wymienioną we wspomnieniach jest rok 1809”. Jerzy Łojek we wstępie do „Pamiętników synowca Stanisława Augusta” pisze: „Fakt to paradoksalny, że mimo doskonałej książki Mariana Brandysa, mimo pamiętników i pism opublikowanych w niniejszej książce tak niewiele możemy powiedzieć o charakterze i intelekcie księcia Stanisława”.

Od czasu pierwszego wydania książki Brandysa minęło ponad pięćdziesiąt lat, od wydania „Pamiętników” prawie 50, obecny stan wiedzy historycznej uległ zmianie, nieporównywalnie łatwiejszy jest dostęp do źródeł. Miejmy nadzieję, że zachęci to historyków do wznowienia badań nad życiem człowieka obdarzonego nieprzeciętnym talentem, bogatą osobowością, majątkiem, który gwarantował mu jedno z najwyższych miejsc na liście rankingowej bogaczy ówczesnej Europy i… luka na polskim rynku wydawniczym zostanie zapełniona. Czytelnicy włoscy mają pod tym względem więcej szczęścia. W 1971 roku do ich rąk oddana została ponad 500-stronicowa książka „I Poniatowski e Roma”, o której sam autor Andrea Busiri Vici powiedział bez zbędnej skromności, że jest pomnikiem wspanialszym od tego który wzniesiono na cześć bohaterskiego ks. Józefa.

Tymczasem… Revenons à nos moutons!… wróćmy do tematu!

Pierwsze lata stałego pobytu we Włoszech Stanisław Poniatowski poświęcił na „urządzenie się”. Powiększył swój majątek w Rzymie, nabył (zakupił lub uzyskał prawa użytkowania) liczne posiadłości ziemskie na północy Włoch oraz w dzisiejszym Regionie Lacjum.  Najdokładniejszy spis wszystkich dóbr ks. St. Poniatowskiego znajdziemy w książce „I Poniatowski e Roma”. Na drobne wzmianki  natrafić można czasem w Internecie, np. o posiadłości Pietralata – obecnie dzielnicy Rzymu (quartiere Pietralata), położonej między ulicami Nomentana i Tiburtina przeczytamy na stronie RERUM ROMANARUM  prowadzonej przez i dla miłośników Wiecznego Miasta. http://www.rerumromanarum.com/2015/05/quartiere-pietralata.html

W innym lokalnym wydawnictwie „inCastro” znajdziemy wzmiankę o majątku Tor Carbone (Tenuta di Tor Carbone) położonym w sąsiedztwie Bazyliki św. Sebastiana za Murami, która była w posiadaniu ks. Poniatowskiego co prawda tylko przez dwa lata, ale co to była za posiadłość! Położenie przy Regina Viarum (królowej wszystkich dróg) mówi samo za siebie!

O działalności ks. Poniatowskiego w tym okresie M. Brandys pisze: „Były dziedzic korsuński przenosi na grunt włoski wszystkie swe doświadczenia rolnicze, zdobyte podczas wieloletniego gospodarowania na Ukrainie. Jego eksperymentalne folwarki (…) zdobywają w krótkim czasie opinię najlepiej i najnowocześniej zagospodarowanych dóbr na całym Półwyspie Apenińskim. Równocześnie zjednywa sobie książę wielką popularność wśród swoich nowych poddanych. Włoscy contadini [chłopi] i mezzadri [połownicy] nie mogą się nachwalić wspaniałomyślnego pana, który nie wyzyskuje chłopów, udziela im zapomóg w ciężkich chwilach, dba o ich zdrowie, opiekuje się ofiarami powodzi i pożarów”.

Książę Stanisław Poniatowski był w Rzymie postacią znaną i cenioną. Wszystkie pałace stały przed nim otworem. Dużo czasu poświęcał na działalność charytatywną – łożył na rzymskie szpitale i przytułki, dawał zasiłki ubogim studentom i artystom.  Hojnie wspierał biedotę – stał się ulubieńcem rzymskiej ulicy. „Il buono Polacco” – „dobry Polak” – tak mówiono o nim do czasu… skandalu, który wywołał, wiążąc się z mężatką z niższych sfer – szewcową Kassandrą Luci. Ona była wtedy piękną i młodą jeszcze kobietą; on panem po pięćdziesiątce, samotnikiem, rozgoryczonym trochę niespełnionymi ambicjami, był na półmetku życia – okresie, w którym często doświadczamy acedii – stajemy twarzą w twarz z demonem południa. Wiele jest objawów działania tego demona, o jednym z nich Roman Bielecki OP w artykule „Demon południa – recepta na nicnierobienie” (www.dominikanie.pl ) pisze: „Kolejny objaw to brak panowania nad zmysłami, ich wyzwolenie, niezdrowa ciekawość, nieustanne szukanie przyjemności i rozrywki, używanie wszystkiego w nadmiarze. Nie powinno to dziwić, wszak acedia znana jest także w literaturze duchowej pod nazwą pokusy „bez miary”, która potrafi pogrążyć człowieka w tym, co niskie, ale co nazwalibyśmy odwetem na życiu, za bycie niekochanym i niezauważonym.”

Kassandra Luci pojawiła się „na scenie” w momencie dla księcia Poniatowskiego trudnym – momencie zmagań z kryzysem połowy życia. Pierwsze spotkanie tej niezwykłej pary M. Brandys opisał w sposób następujący: „Panią Luci wprowadzono na książęce pokoje. Potargana, posiniaczona i rozdygotana od płaczu piękność rzymskiego zaułka stanęła oko w oko z jednym z najwykwintniejszych przedstawicieli wielkiego świata, z wybrednym estetą, który zdążył już poznać całe piękno Europy, z księciem, któremu swatano córki królów i cesarzy. I wtedy nastąpił jeden z owych niezrozumiałych cudów, których mechanizmu nie potrafił jak dotąd wyjaśnić żaden naukowiec”. Tak na przełomie 1806 i 1807  zaczęła się historia trwająca do śmierci księcia… pani Luci dostała posadę gospodyni w pałacu, książę nie unikał jej towarzystwa, wkrótce urodził się pierwszy syn, potem na świat przyszło jeszcze czworo dzieci. Nie to jednak wywołało skandal przewyższający rozgłosem wszystkie razem wzięte skandale miłosne Poniatowskich. Jak słusznie, moim zdaniem, zauważył Luigi Bianchi (były dyrektor Il Tirreno) w artykule „Qui si rifugiò il principe di Polonia” opublikowanym na stronie internetowej gazety 12 stycznia 2012 roku, prawdziwe oburzenie wzbudził fakt, że książę Poniatowski poważnie podszedł do tej znajomości – chciał zalegalizować związek z kobietą z niższych sfer – uporządkować swoje życie, a tym samym dopuścić się mezaliansu! Pani Luci, przy wsparciu Księcia, wystąpiła do władz kościelnych o uznanie nieważności swojego małżeństwa, ks. Poniatowski przyznawał się oficjalnie do ojcostwa przychodzących „nielegalnie” na świat dzieci. Stał się osobą niewygodną, takiej postawy arystokracja rzymska nie mogła mu wybaczyć. Odebrano mu „tytuł” il buono Polacco i wykluczono z towarzystwa. O finale całej historii wspomnę w dalszej części moich dywagacji.

W życiu ks. Stanisława i pięknej Kassandry pojawił się na krótko ktoś trzeci – młody, dobrze zapowiadający się sekretarz, Giuseppe Gioacchino Belli – późniejszy poeta, autor ponad 2 tysięcy sonetów, w których, posługując się dialektem romanesco, stworzył jedyną w swoim rodzaju „kronikę towarzyską” Rzymu. W sonetach tych ks. Stanisław pojawia się jako Prencipe de Piggnatosta czy Pugniatoschi. Co było przyczyną rozstania dobrze zapowiadającego się sekretarza z ks. Poniatowskim? Dlaczego popadł w jego niełaskę? No cóż, jak to często bywa, przyczyną była KOBIETA! Dwudziestoletni sekretarz dojrzałego wiekiem księcia „wpadł w oko” pięknej Kassandrze i… nie wiadomo dokładnie jak ta znajomość się potoczyła, dla młodego sekretarza skończyła się utratą bardzo intratnej posady.

Od lewej: poeta Giuseppe G. Belli, ks. Stanisław Poniatowski, Kassandra (Katarzyna) Luci

Książę Stanisław Poniatowski długo starał się o możliwość kupna lub nabycia praw do użytkowania dóbr w okolicach jeziora Bolsena. Stało się to możliwe w lutym 1808 roku, kiedy Kamera Apostolska zobowiązana traktatem z Tolentino (1797) do utrzymywania wojsk francuskich na terenie Rzymu, znalazła się w trudnej sytuacji finansowej i w związku z tym, zmuszona była odstąpić część swoich posiadłości.

W tym czasie książę Poniatowski – wierny poddany Piusa VII nazywany przez samego Papieża „ukochanym synem” („figlio diletto”) – użytkował już inne dobra Kamery Apostolskiej, m.in. posiadłości w okolicy Albano. Umowy zawierane między Kamerą Apostolską a ks. Stanisławem Poniatowskim nie zawsze oznaczały kupno. Była to na ogół forma użytkowania bez prawa własności. Szczegóły tych umów opisał  Antonio Mattei w książce “Terra Planzani – epopea contadina di una comunità dell’Alto Lazio negli ultimi due secoli”.

Bryła Zamku rodziny Farnese (La Rocca) dominuje nad historycznym centrum Cappodimonte. Fot. Agata Rola-Bruni

Po podpisaniu kontraktu w dniu 13 lutego 1808 roku ks. Stanisław Poniatowski rozpoczął krótki, bo trwający do 1822 roku okres zarządzania dobrami, w skład których oprócz Capodimonte wchodziły: Bisenzo, Marta, Piansano, Arlena di Castro. Na swoją siedzibę wybrał Capodimonte. Warto w tym miejscu przypomnieć, że pierwszy syn ks. Poniatowskiego ze związku z Kassandrą Luci – Carlo – urodził się 4 sierpnia 1808 r., czyli już po podpisaniu kontraktu. Poniatowski w kontrakcie nie uzyskał prawa do użytkowania Zamku (La Rocca Farnese), który pozostał nadal własnością papieską. Zmuszony był do stworzenia siedziby godnej swojej pozycji społecznej. Za budowę książęcej rezydencji odpowiedzialny był Giuseppe Valadier – niektóre źródła podają tę informację jako pewną, inne jako prawdopodobną. Podobno ks. Poniatowski postawił budowniczemu warunek – bryła nowego pałacu ma zasłonić widok na jezioro mieszkańcom Zamku. Była to zemsta księcia za to, że la Rocca nie została oddana do jego dyspozycji.

Uliczka Puniatoschi – na jej końcu piękny widok na jezioro oraz na Pałac Poniatowskiego od tyłu. Fot. Agata Rola-Bruni

Pałac nad jeziorem Bolsena podzielił los wszystkich rezydencji Poniatowskiego znajdujących się w Państwie Kościelnym. Straciwszy nadzieję na zalegalizowanie swojego związku z Kassandrą, książę uregulował sprawy majątkowe, sprzedał lub odstąpił prawo użytkowania do wszystkich posiadłości i przeniósł się wraz z rodziną do Florencji. Od tamtej pory Pałac w Capodimonte często zmieniał właścicieli, był też wielokrotnie przebudowywany. Ze względu na zły stan techniczny, w jakim na ogół się znajdował, nazywany jest przez miejscową ludność „Palazzaccio”. Obecnie mieści ok. 15 mieszkań prywatnych. W 2016 roku została odnowiona jego fasada. Jak już wspomniałam wcześniej, krótką, bo trwającą niespełna 15 lat „obecność” księcia Stanisława w Capodimonte, mieszkańcy uhonorowali nadaniem jego nazwiska jednej z uliczek biegnących w pobliżu Pałacu.

Fot. Agata Rola-Bruni

O obecności ks. Poniatowskiego nad jeziorem Bolsena wiemy niewiele. Można tylko przypuszczać, że tak jak inni przedstawiciele arystokracji oraz przybywający tu licznie dostojnicy kościelni, umiał docenić i wykorzystać walory tego zakątka. Nie tylko prowadził tu interesy, ale również wypoczywał i świetnie się bawił. Prawdopodobnie jeździł konno po okolicy, polował, pływał łodzią po jeziorze, nie wzbraniał się przed degustacją produkowanych wokół jeziora win – było (i jest!) w czym wybierać. Wspomnijmy chociażby znakomite białe wino Est!Est!!Est!!! Być może prowadził badania archeologiczne – jezioro Bolsena to przecież centrum starożytnej Etrurii. Niewiele na ten temat wiemy… Być może właśnie stąd przygotowywał grunt pod „przenosiny” swojej rodziny do pobliskiej Toskanii. Ten okres życia ks. Stanisława Poniatowskiego nie doczekał się jeszcze dokładnego opracowania.

 

W tym miejscu zakończę moje dywagacje. Zainteresowanych postacią znanego już trochę księcia odsyłam do źródeł wymienionych w bibliografii. Sama do tego tematu na pewno jeszcze powrócę. Tymczasem zapraszam do „mojego” Capodimonte na zbliżający się długi weekend.  Do zobaczenia!

Agata Rola-Bruni

BIBLIOGRAFIA:

  • “Pamiętniki synowca Stanisława Augusta” ze wstępem Jerzego Łojka
  • Marian Brandys „Nieznany książę Poniatowski”
  • Ligia Henczel-Wróblewska „Dzieje Polaków we Włoszech”
  • Maria I. Kwiatkowska „Polacy w Rzymie w wiekach XIX i XX”
  • Polski Słownik Biograficzny
  • “I Poniatowski e Roma” Andrea Busiri Vici
  • Antonio Mattei “Terra Planzani – epopea contadina di una comunità dell’Alto Lazio negli ultimi due secoli”
  • Claudio Rendina: „I palazzi storici di Roma” i „Guida insolita ai misteri, ai segreti, alle leggende e alle curiosità di Roma”,
  • Rosella Di Stefano „Capodimonte – guida alla scoperta”
  • „inCastro – notiziario gratuito d’informazione, arte e cultura dell’Associazione Culturale IL GIGLIO DI CASTRO” (Anno II, estate 2012)