Problemy fizjografii i nazewnictwa terenów walk 2. Korpusu Polskiego we Włoszech – uwagi weterana przyrodnika

Problemy fizjografii i nazewnictwa terenów walk 2. Korpusu Polskiego we Włoszech i polsko-włoskiego braterstwa broni w kampanii włoskiej 1944-45–uwagi i rady weterana przyrodnika

Autor: Wojciech Narębski

Wstęp

Bogactwo i różnorodność przyrody ożywionej i nieożywionej Włoch budziły moje zainteresowanie jako młodego żołnierza 2. Korpusu, gdy będąc kierowcą 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii przemierzałem z amunicją i sprzętem wojskowym ten kraj od środkowego wapiennego Apeninu po pokrytą młodymi osadami plioceńskimi Nizinę Padańską. Był to jeden z głównych powodów podjęcia studiów i uzyskania doktoratu, habilitacji i profesury w zakresie nauk o Ziemi. Wiedzę o niezwykle zróżnicowanej fizjografii tego kraju i polsko-włoskim braterstwie broni w kampanii włoskiej 1944-45 pogłębiłem uczestnicząc w wielu konferencjach i sympozjach historycznych i przyrodniczych we Włoszech oraz współpracując z historykami, geologami i petrologami tego bratniego kraju. Uzyskane wiadomości są podstawą moich uwag, które pragnę przekazać ku rozwadze moim młodszym Kolegom.

Od lewej: Wojciech Narębski 1945 r./ fot. archiwum prywatne; prof. Wojciech Narębski i Krzysztof Piotrowski w Acquafondata. Fot. Danuta Wojtaszczyk.

Różnorodność fizjograficzna i poprawne nazewnictwo terenów walk 2. Korpusu we Włoszech
Nasi współcześni historycy opisują dzieje walk 2. Korpusu na ogół wyłącznie na podstawie polskich publikacji i dokumentach archiwalnych bez dokładnej znajomości pól bitewnych we Włoszech. Ponadto wielu z nich nie odczuwa potrzeby studiowania dokładnych map terenów tych walk i ich fizjografii, mającej ogromne znaczenie przy planowaniu metod działań i stosowaniu właściwego sprzętu bojowego. W związku z tym wiele bieżących publikacji jest często niezrozumiała dla współczesnego czytelnika i zawiera wiele błędów nazw geograficznych. Moim zdaniem wiele tych, niestety utrwalonych i powielanych nieścisłości należy poprawić.

Typowym przykładem jest powszechnie używane nazewnictwo odcinków chrztu bojowego zarówno 3. Dywizji Strzelców Karpackich jak i 5. Kresowej Dywizji Piechoty działaniami w dolinie rzeki Sangro. Określenie to jest prawdziwe tylko w przypadku 3. DSK, podczas gdy 5. KDP podporządkowane jej włoskie 1. Zgrupowanie Zmotoryzowane działały w wapiennym regionie wysokogórskim Mainarde, położonym po drugiej stronie apenińskiego działu wodnego u źródeł Volturno i Rapido, spływających nie jak Sangro, którego nie mogły nawet widzieć, do Adriatyku lecz do morza Tyrreńskiego. Tak odmienne warunki fizjograficzne odcinków obu dywizji powodowały różne metody walk pozycyjnych.

Mainarde. fot. Krzysztof Piotrowski

W przypadku Karpatczyków, których pozycje na górzystym południowo–wschodnim brzegu Sangro, pokrytym osadami łupkowo-piaszczystymi i odległe zazwyczaj kilkaset metrów od niemieckich, położonych po drugiej stronie rzeki w wapiennym masywie Monte Greco (2288), działania polegały na działalności zazwyczaj kilkudniowych patroli w sile plutonu i większych. Natomiast w Le Mainarde, gdzie stanowiska obu przeciwników były położone zazwyczaj blisko po dwóch stronach tych samych dolinek, wyerodowanych przez wody w skałach wapiennych, mogły działać jedynie nocne patrole kilkuosobowe. Stąd oczywisty wniosek, że pierwszy odcinek działań naszego Korpusu w kampanii włoskiej powinien nosić adekwatną nazwę „Walki pozycyjne nad Sangro i w Mainarde”. Nie wolno też zapominać, że na tym odcinku odnowione zostało tradycyjne polsko-włoskie braterstwo broni, przy czym wspomniany pierwszy oddział odrodzonego Wojska Włoskiego odniósł największy sukces , zdobywając udanym manewrem przy wsparciu naszej artylerii ważny punkt strategiczny Monte Marrone (1770). Akcję tę obserwowali wizytujący nasze pozycje naczelny wódz gen. Kazimierz Sosnkowski i włoski dowódca gen. Umberto Utili.

Monte Marrone. Fot. Krzysztof Piotrowski

Fizjografia terenu operacyjnego naszego Korpusu podczas bitwy o Monte Cassino była bardzo niekorzystna dla jednostek liniowych, atakujących bunkry linii Gustawa w wapiennym masywie Monte Cassino (516)-Monte Cairo (1669) z prymitywnych pozycji, zdobytych zaskakująco we mgle w pierwszej dekadzie lutego 1944 r., przez Amerykanów. Ciężkie było także zadanie naszych „Skorpionów”, ponieważ Niemcy, po nieudanej operacji „Revenge” podczas trzeciej bitwy o Monte Cassino, wiedzieli, że Drogą Polskich Saperów można wprowadzić do akcji czołgi. Było ono również bardzo trudne dla służb zaopatrzenia jednostek zwłaszcza pierwszej linii w środki niezbędne do życia i walki oraz ewakuacji rannych. Służby te stacjonowały na ogół w rejonie masywu wapiennego Venafro-Acquafondata. Aby zaopatrzyć pułki artylerii w niezbędną ilość amunicji i zostawić zaopatrzenie dla jednostek liniowych głównie w rejonie Inferno Track miały one do dyspozycji tylko dwie górskie drogi, obserwowane z Monte Cairo i Monte Cassino. Zaopatrzenie dla obu walczących dywizji było dostarczane w rejon wylotu wąwozu Inferno Track przy miasteczku Portella. W miejscu określanym potocznie przez żołnierzy nazwą Gdańsk następowało zasadnicze przeładowywanie materiałów z bantamów na muły, a pozostała część była przewożona przez stale zadymianą dolinę Rapido pod masyw montecassiński. Następnie materiały zaopatrujące oddziały liniowe na wysuniętych stanowiskach dostarczane były transortem jucznym i pieszym.

W wysuniętym rejonie uzupełnień zaopatrzenia „Gdańsk”. Fotografia za M. Wańkowicz, Bitwa o Monte Cassino, wyd. I, Rzym 1945 ze zbiorów autora. Czytaj więcej w artykule K.Piotrowskiego “Inferno Track – Droga do Piekieł”

Masyw Monte Cassino-Monte Cairo widziany z lotu motolotnią nad doliną Rapido. Fot. Krzysztof Piotrowski. Czytaj więcej: Motolotnią nad Monte Cassino

W rozważanym terenie utrwalonym w literaturze błędem jest nazywanie szczytu u podnóża Monte Cairo, zdobytego przez naszych Ułanów Karpackich i Poznańskich bohaterską szarżą 19 maja 1944 r. Otóż poprawna nazwa brzmi Pizzo Corno (wł. pizzo – szczyt), tymczasem w opracowaniach powszechnie pojawia się błędna nazwa Passo Corno (wł. passo – przełęcz).

Na pierwszym planie szczyt Pizzo Corno 945 m n.p.m., poniżej Passo Corno. Fot. Krzysztof Piotrowski. Czytaj więcej w artykule: Bój o Pizzo Corno 

Ten błąd został poprawiony tylko w wydanej przez Komisję Historyczną 2. Korpusu podstawowej londyńskiej monografii „Działania 2 Korpusuwe Włoszech tom I”. Dodam, że do tej monografii załączony jest atlas szczegółowych map i szkiców, autorstwa naszej znakomitej 12. Kompanii Geograficznej, którym posługuje się czytelnik, studiując poszczególne działania jednostek 2. Korpusu , co bardzo ułatwia ich śledzenie i zrozumienie istoty operacji. Podobny atlas jest załączony do drugiej podstawowej londyńskiej monografii „Trzecia Dywizja Strzelców Karpackich 1942-1947”. Takiego załącznika brak,niestety,w wydanej ostatnio w Kraju cennej monografii „5 Kresowa Dywizja Piechoty 1941-1947”. Należy żywić nadzieję, że dzięki rzymskiej Fundacji im. Umiastowskiej uda się wreszcie wydać poprawiony przez dr. K. Strzałkę i przeze mnie 2 tom Działań 2. Korpusu we Włoszech, do którego udało się odnaleźć większość map i szkiców.

Najważniejszym okresem współpracy jednostek polskich i włoskich była jednak kampania adriatycka. Dowództwo 8. Armii Brytyjskiej przydzieliło nam wtedy samodzielny odcinek na nad adriatyckim stoku wysokogórskiego grzbietu Apeninu, oddzielony tym samym operacyjnie od pozostałych korpusów tej Armii. Głównym naszym zadaniem było na razie zdobycie do 20 lipca ważnego logistycznie i strategicznie miasta portowego Ankona. W tym celu wzmocniono nasze siły ponad 20-tysięcznym Włoskim Korpusem Wyzwolenia oraz początkowo jednym a w drugiej fazie walk, po rozszerzeniu naszego odcinka, dwoma brytyjskimi pułkami pancernymi: 7. Królewskim Pułkiem Huzarów a od Metauro również przybocznym Dworu Króla Houshold Cavalry Regiment. Ponadto w składzie naszego Korpusu działały dwa niewielkie, ale waleczne oddziały włoskie: złożona z górali z okolic wyniosłego masywu Apeninu środkowego Maiella (2793) grupa partyzancka o tej samej nazwie oraz 2 polsko-włoska Kompania Komandosów, wspomagająca pancerny Pułk Ułanów Karpackich pod kryptonimem 111. Kompanii Ochrony Mostów (Włosi mieli zakaz służby w obcych armiach).

Odcinek frontu adriatyckiego 2. Korpusu Polskiego widziany z Maiella. Fot. K. Piotrowski

Podczas kampanii adriatyckiej w pełni zmotoryzowane jednostki 2. Korpusu działały na właściwie jedynym odpowiednim dla pojazdów odcinku przybrzeżnym. Na niższym stoku Apeninu poruszały się oddziały ubogiego w sprzęt mechaniczny Corpo Italiano di Liberazione, a w wyższych jego partiach przystosowana do walki w górach Grupa Maiella. W początkowej jej fazie właśnie włoskim jednostkom przypadło w udziale wyzwolenie kilku położonych tam stolic prowincji tego rejonu: L’Aquila, Teramo i Ascoli Piceno. Duże trudności naszym nacierającym oddziałom sprawiały liczne spływające po stoku Apeninu do Adriatyku rzeki, silnie wzbierające po opadach deszczu. Niemcy wycofując się organizowali bowiem na niektórych z nich linie obronne, niszcząc wszystkie mosty i linie kolejowe oraz minowali teren, zostawiając liczne zdradliwe pułapki. Doświadczył tego boleśnie 3 Batalion Strzelców Karpackich podczas walk nad rzeką Chienti.

Gen. Anders, dowodząc tak znacznie powiększonym Korpusem, ale mając pełną swobodę działania, mógł właśnie na odcinku nadadriatyckim wykazać w pełni swe zdolności dowódcze. Świadczą o tym mistrzowsko przeprowadzane roszady szybkich oddziałów kawalerii pancernej zależnie od powstałej sytuacji na froncie czy zwłaszcza zaplanowane precyzyjnie operacje okrążające, zastosowane w bitwie o Ankonę i nad rzeką Metauro, która otworzyła Sprzymierzonym drogę do przełamania linii Gotów właśnie na odcinku adriatyckim. Natomiast niewątpliwie największym samodzielnym sukcesem zarówno 2. Korpusu jak i osobiście gen. Andersa było zdobycie niezmiernie ważnego logistycznie dla całego frontu 8. Armii portu Ankona, co ogromnie ułatwiało pomyślne i możliwie szybkie prowadzenie działań wojsk Koalicji Sprzymierzonych w północnych Włoszech. Nie wolno przy tym zapominać, że podczas wstępnej bitwy o Ankonę włoska Dywizja Nembo zdobyła ważny punkt niemieckiej obrony Filottrano, a ponad 300 poległych podczas tych walk pod polskim dowództwem żołnierzy Włoskiego Korpusu Wyzwolenia wraz z gen. Umberto Utili spoczywa na Włoskim Cmentarzu Wojennym w Mignano-Monte Lungo, 14 km od Cassino, gdzie jest godny zwiedzenia skansen ciężkiej broni alianckiej.

Zupełnie inny charakter fizjograficzny ma Apenin zwany błędnie od pierwszych publikacji o walkach 2. Korpusu w tym rejonie Emiliańskim, ponieważ cały obszar jego działań do rzeki Sillaro i Castel San Pietro Terme pod Bolonią leży na terenie Romanii, historycznie i tradycyjnie zupełnie odmiennej części regionu Emilia-Romania. Świadczą o tym publikacje włoskich historyków (np. Enzo Casadio) i zamieszkałego w Bolonii Ryszarda K. Lewańskiego na ten temat. Ponieważ stolicą tej prowincji jest Forli Włosi nazywają zazwyczaj ten Apenin Forlivese, czyli Forlijskim. Pod względem geologicznym i geomorfologicznym przypomina on bardzo nasze Karpaty Zewnętrzne , bo zbudowany jest z naprzemianległych piaskowców i łupków tylko młodszych bo mioceńskich, a jego wzgórza mają wysokości od ok. 400 do ok. 800 m n.p.m. i zazwyczaj strome zbocza. Podobnie jak w naszych Karpatach drogi przebiegają zazwyczaj tylko dolinami rzek i sieć ich jest niewielka. Ponadto w porze jesienno-zimowej, gdy przypadły naszemu Korpusowi działania w tym trudnym terenie, mają miejsce liczne osuwiska, które wraz z opadami atmosferycznymi powodują powszechne zabłocenie dróg, niszczonych systematycznie wraz z mostami przez Niemców podczas wycofywania się. W tych trudnych warunkach bardzo ważną rolę odgrywały działania naszych saperów, budujących niekiedy długie mosty Baileya, umożliwiające ruch pojazdom mechanicznym i czołgom, wspomagającym naszą piechotę, walczącą w wyższych partiach gór.

Nic dziwnego, że różnie oceniane straty naszego Korpusu były w Apeninie dotkliwe, często spowodowane wypadkami. Dlatego na Cmentarzu w Bolonii-San Lazzaro największa część grobów przypada na poległych w tym okresie i dziwić się należy, że działania 2. Korpusu w Apeninie Forlijskim są w kraju niemal nieznane, może poza śmiercią legendarnych postaci ppłk. Zbigniewa Kiedacza i kpt. Władysława Drelicharza. A przecież nasze sukcesy w Apeninie przyczyniły się walnie do postępu korpusów 8. Armii wzdłuż Via Emilia w kierunku Bolonii w również błotnistej w tym okresie południowej części Niziny Padańskiej, gdzie po wyjściu wielkich jednostek z gór metody działań i walki musiały ulec radykalnej zmianie. Spowodowało to niezbędną przerwę w działaniach ofensywnych po dotarciu do doliny rzeki Senio, podczas której przeszkolono oddziały w operacjach przekraczania licznych rzek i kanałów, które trzeba było sforsować po drodze do Bolonii. Równocześnie nasz Korpus został znacząco wzmocniony przez sformowanie z polskich dezerterów i jeńców z Wehrmachtu trzecich brygad w obu dywizjach piechoty i dwóch pułków artylerii. W tym samym czasie nowe dowództwo 8. Armii z gen. Mc Creery wprowadziło do akcji specjalny pancerny sprzęt saperski, umożliwiający niszczenie umocnień i pól minowych, które Niemcy, wykorzystując tą przerwę, rozbudowali w wałach przeciwpowodziowych po obu stronach wszystkich rzek, spływających z Apeninu na żyzną Nizinę Padańską. Były to czołgi mostowe ARK, przystosowane do rozbrajania pól minowych Shermany FLAIL (Cepy) i czołgi Churchill z miotaczami płomieni CROCODILE. Ponadto sprowadzono czołgi AVR z faszynami do wypełniania rowów i kanałów oraz zestawy różnego rodzaju mostów typu Bailey, FBE (Folding Boat Equipment), łodzie szturmowe MK III i czołgi-spychacze (buldożery) do robienia wyrw w umocnionych wałach. Dodatkowo wprowadzono na pierwszą linię oddziały z reflektorami przeciwlotniczymi, których zadaniem było oślepianie przeciwnika. Równocześnie nasze dowództwo poleciło 12. Kompanii Geograficznej wykonanie szczegółowych map systemu obrony nieprzyjaciela. Z powodu niemożności prowadzenia na nizinie pomiarów naziemnych nieocenioną rolę odegrały dwa dywizjony lotnicze: 663. Samolotów Artylerii, wyposażony w lekkie samoloty obserwacyjne Auster (zwane Kubusiami ), sformowany z przeszkolonych lotniczo oficerów tej broni i pomocniczo 313. Gdański Dywizjon Myśliwsko-Rozpoznawczy, latający na samolotach myśliwskich Spitfire, mogących również ostrzeliwać i bombardować rozpoznane cele. Dzięki tym mapom niemieckich pozycji i umocnień obronnych nasze straty podczas bitwy o Bolonię były niewspółmiernie niskie w porównaniu z odniesionym sukcesem.
Podsumowanie
Omówione w tym artykule podstawowe cechy zróżnicowanej fizjografii terenów poszczególnych etapów walk 2. Korpusu we Włoszech świadczą niedwuznacznie, że miała ona istotny wpływ na metody prowadzenia działań i ich przebieg. Ponieważ tereny te nie są na ogół dobrze znane młodszym Kolegom, zajmującym się dziejami tego Korpusu, radziłbym aby Stowarzyszenie Historyków Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie 1943-1946 podjęło się organizacji wycieczek na te tereny. Jestem przekonany, że moi polscy i włoscy przyjaciele we Włoszech, zajmujący się tą problematyką, podejmą się w dogodnych dla nich terminach roli fachowych przewodników.

Suplement

Jako suplement do niniejszego artykułu, w którym m.in. zalecam organizowanie przez utworzone Stowarzyszenie Historyków Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie wyjazdów badawczych na pola bitewne 2.  Korpusu Polskiego we Włoszech. Pragnę polecić na podstawie moich wieloletnich kontaktów jako najbardziej kompetentnych przewodników następujące osoby:

  1. Sangro i Mainarde, Monte Cassino i kampania adriatycka – mgr Krzysztof Piotrowski, zam. w Anzio
  2. Apenin Forlijski i Bitwa Bolońska (Walki 2 Korpusu w Romanii)- Enzo Casadio,  zam. w Faenza
  3. Apulia (Baza 2 Korpusu oraz szkoły cywilne i wojskowe) i Matera –  Francesco Ambrico . zam. w Materze
  4. Żaneta Nawrot zam. w Casamassima

Wojciech Narębski

 *Profesor Wojciech Narębski jest ostatnim żyjącym żołnierzem 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Geolog, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek PAN i PAU. Mieszka w Krakowie, ale stale działa we Włoszech wspierając na wiele sposobów inicjatywy polskich, polonijnych i włoskich ośrodków pielęgnujących pamięć o żołnierzach 2. Korpusu Polskiego.


Zobacz także:

E-book: Przewodnik po terenach walk o Monte Cassino

Portugalska rodzina królewska wyróżniła Rycerskim Orderem św. Sebastiana sześciu Polaków