Barbara Głuska-Trezzani: Szara eminencja Polonii mediolańskiej

Barbara Głuska-Trezzani: Szara eminencja Polonii mediolańskiej.

Barbara Głuska-Trezzani z symbolem Senatu RP.

Czytelnikom „Naszego Świata” nazwisko Barbary Głuskiej-Trezzani jest dobrze znane. Większość kojarzy ją jako stałą korespondentkę naszego czasopisma, informującą na bieżąco o faktach z życia Polaków w Mediolanie. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Barbara Głuska-Trezzani należy do grona osób najbardziej zasłużonych dla Polonii włoskiej. Wystarczy wspomnieć, że to głównie dzięki jej staraniom od blisko 15 lat na deskach prestiżowego mediolańskiego Audytorium występują utalentowani polscy muzycy oraz iż kierowane przez nią Koło Kulturalne, zorganizowało między innymi takie historyczne wydarzenia jak konferencje o Polsce na Zamku Sforzów w Mediolanie.
Mija właśnie 50 lat odkąd Barbara Głuska-Trezzani przybyła do Włoch. O swoim niezwykle ciekawym życiu oraz o tym, w jaki sposób stara się budować pozytywny wizerunek Polaka we Włoszech opowiada w rozmowie z Danutą Wojtaszczyk.

Jak to się właściwie stało, że zamieszkałaś we Włoszech?
Znalazłam się w Mediolanie 23 grudnia 1967 roku. Przyjechałam, aby poznać rodzinę Vittoria, którego spotkałam w Warszawie w studenckim klubie „Hybrydy” – przebywał on wówczas w Polsce służbowo jako inżynier z firmy Eni. A tutaj dygresja: w tamtych czasach nasza niewinna znajomość obudziła czujność SB i pewnego wieczoru zostałam na ulicy zaczepiona znienacka przez oficera bezpieki. Propozycja współpracy była oczywista, a jej odrzucenie miało skutkować zwolnieniem mego Ojca z pracy, a mnie wyrzuceniem ze studiów (byłam wtedy na IV roku anglistyki ). Powiało grozą… tak to do dziś pamiętam. Moja odmowa nie miała skutków natychmiastowych, ale zaraz po ślubie, posiadając już paszport włoski, zgłosiłam się do polskiego konsulatu z prośbą o wydanie wiz dla rodziny Vittoria i przedłużenie mojego paszportu. Zabrano nam wtedy wszystkie dokumenty i zapowiedziano, że warunkiem wjazdu po Polski jest zrzeczenie się przeze mnie obywatelstwa polskiego. Ta historia ma swój happy end, bo po 1992 roku oddano mi je z honorami w tym samym urzędzie! Natomiast w miejscowości, gdzie rejestrowaliśmy nasz związek, wzięto mnie za komunistkę i burmistrz, działacz ówczesnej PCI, zadowolony z pierwszego ślubu cywilnego jakiego udzielał, zwracał się do mnie per „towarzyszko”. Niezadowolony był tylko proboszcz tamtejszej parafii, któremu szybko dostarczyliśmy świadectwo ślubu kościelnego (po łacinie). Chciałabym podkreślić, że zostałam wszędzie przyjęta z życzliwością, a zarazem ciekawością, jako przybysz „z dalekiego kraju”.

Wiem, że chociaż Vittorio jest Włochem to nie od razu zamieszkaliście w jego ojczyźnie. Ciekawa też jestem jak potoczyły się dalej Twoje studia z zakresu filologii angielskiej.
Życie we dwoje rozpoczęło się dwuletnim pobytem w Wielkiej Brytanii, w Londynie, gdzie uczęszczałam na studia dzienne, które oceniam jako bardzo trudne, ale niezbędne do uzyskania kwalifikacji nauczyciela języka angielskiego dla cudzoziemców. Późniejsza nostryfikacja na uniwersytecie La Sapienza w Rzymie, to już tylko zdanie pięciu egzaminów (zaliczono wszystkie poprzednie z UW) oraz praca magisterska pt. „Polskie wątki w twórczości Josepha Conrada Korzeniowskiego”, za którą otrzymałam wyróżnienie i ocenę 110 e lode. Pomocne były roczne studia w Stanach Zjednoczonych na uniwersytecie w Miami, gdzie szlifowałam język angielski i poznawałam literaturę amerykańską.

Tylko z nauką języka arabskiego nie poszło mi najlepiej, ponieważ przebywając w latach 1974 -75 w Algierii wolałam jeździć konno i organizować wypady na pustynię…

Kiedy zamieszkaliście w Mediolanie? Kiedy poznałaś pierwszych Polaków we Włoszech? Czy Polonia się wtedy spotykała?
W Mediolanie postanowiliśmy zamieszkać na stałe po przyjściu na świat naszej córki Mileny. Oczywiście poszukiwałam kontaktów z rodakami. Na przełomie lat 70-/tych i 80-tych spotkałam tutaj kilku żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, ale również młode Polki zamężne z Włochami. Przypomina mi się opinia nieodżałowanego Janusza Głowackiego, który w jednej ze swoich książek wyraził się o polskich żonach jako o „najlepszym polskim produkcie eksportowym owego czasu”.

Po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce zapanowała wśród nas prawdziwa rozpacz – zostaliśmy całkowicie odizolowani od naszego kraju i naszych rodzin. I tutaj obecność Papieża Polaka przyszła nam z pomocą: pod wodzą Zofii Guttner (niestety już nieżyjącej) Zofia Paszkiewicz Marchisio, Maria Berezowska Pappalardo, Barbara Gorko Magni i ja włączyłyśmy się w utworzony w Rzymie Comitato Amici della Polonia. Organizowałyśmy zbiórkę lekarstw, sprzętu medycznego, odzieży i artykułów spożywczych, które po spakowaniu, zważeniu i dokładnym spisaniu zawartości – ta praca w magazynie była chyba najbardziej mecząca – samolotem trafiała do Warszawy do Komisji Charytatywnej Episkopatu Polski i stołecznych szpitali. Każdemu transportowi (w skład którego wchodziły zawsze paczki zebrane przez Polonię z Turynu) towarzyszyła co najmniej jedna osoba i tym sposobem w lutym 1982 roku poleciałam do Polski razem z mężem. Trzeba sobie wyobrazić strach moich teściów przekonanych, że nie wrócimy prędko z ogarniętego jakąś zawieruchą wojenną kraju …

Lata osiemdziesiąte to początek mojej pracy w mediolańskim liceum klasycznym, gdzie pracowałam aż do emerytury. Bardzo sympatycznie wspominam lata pracy z młodzieżą i stosunki z kolegami po fachu, a właściwie z koleżankami, bo uczyłam w prywatnej szkole żeńskiej. W 1988 roku zorganizowałam nawet tygodniową wycieczkę klasy maturalnej do Polski i trzeba przyznać, że rezultat tego wyjazdu potwierdził moje oczekiwania – wszyscy wrócili zakochani w mojej Ojczyźnie!

Polacy do roku 1989 spotykali się sporadycznie: na organizowanych przez włoskie parafie nabożeństwach 13 dnia każdego miesiąca, albo na bożonarodzeniowym obiedzie po mszy świętej celebrowanej przez księdza Mariana Burniaka. Dla mnie najważniejsze pozostają w dalszym ciągu te osoby ze środowiska polskiego, z którymi serdeczne więzi nawiązałam dzięki pośrednictwu jedynego wówczas duszpasterza Polonii włoskiej, przez którego chyba zasłużenie nazwane jesteśmy do dziś „starą gwardią”!

Nadchodzi przełomowy rok 1989 i ta właśnie grupa włączyła się aktywnie w działalność stowarzyszeń polonijnych na terenie Włoch.

Kiedy powstało Koło? Jakie cele sobie stawialiście za cel?
Polsko-Włoskie Koło Kulturalne w Lombardii (Circolo- Italo-Polacco in Lombardia) stworzyliśmy w 2002 roku. Celem statutowym Circolo pozostaje niezmiennie: promowanie inicjatyw sprzyjających zacieśnianiu związków między obywatelami obydwu państw, pogłębianie wiedzy o historii łączącej kulturowo Polskę z Włochami oraz udokumentowanie i utrzymanie pamięci dotyczącej obecności Polaków na terytorium Lombardii.

W latach poprzedzających powstanie naszej organizacji uczestniczyłam jako członek zarządu w pracach Związku Polaków we Włoszech, który reprezentowałam na Światowym Zjeździe Polonii w Warszawie w roku 2002 i 2007. W Wilnie , a później jeszcze w Londynie wzięłam udział w obradach Unii Europejskiej Wspólnot Polonijnych (zdjęcie z ministrem Radosławem Sikorskim i Tadeuszem Piłatem na tarasie Parlamentu Zjednoczonego Królestwa).

Był to okres świetności ZPwW, którego Prezesem był Mieczysław Rasiej, żołnierz 2. Korpusu Polskiego, którego głębokie zaangażowanie w sprawy polskie służą mi za przykład do dnia dzisiejszego. Między innymi miałam zaszczyt towarzyszyć Mu podczas uroczystego odsłonięciu pomnika Bohaterów Monte Cassino w Warszawie, kiedy to przedstawił mnie Pani Irenie Anders. Pragnę przypomnieć, że to dzięki staraniom Mietka otrzymano w darze cenny marmur z Carrary na wyrzeźbienie pomnika, o który tak zabiegali Jego towarzysze broni.

Milena mówi piękną polszczyzną. Jak wyglądała jej edukacja polonistyczna?
Nie mam i nigdy nie miałam wątpliwości, że dwujęzyczność to wzbogacenie intelektualne dziecka, przekazanie mu dziedzictwa kulturowego, dbałam o przekazanie zarówno języka, jak i wiedzy o dziejach kraju, z którego pochodzę.

Nie używałam języka włoskiego w rozmowach z córką, czytałam dziecku bajki i wiersze po polsku… do tego dochodziły częste kontakty z moją rodziną i wakacje w Polsce … rzeczywiście Milena włada poprawną polszczyzną i pracuje od lat w środowisku polskim we Włoszech.

Zanim zapytam Cię o osiągnięcia Koło, chciałabym przypomnieć Czytelnikom Twoje wspomnienie ze spotkania, a właściwe spotkań z Janem Pawłem II:
„Maj 1983 roku – Mediolan przygotowuje się na przyjęcie Papieża Polaka i chcąc zrobić niespodziankę dostojnemu gościowi, władze miasta proszą mnie i moich rodziców o pomoc – tłumaczymy na język polski kilka plakatów, które pojawią się na mieście, przygotowujemy też na prośbę policji listę Polaków z Lombardii, aby mogli przybyć tego dnia na lotnisko Linate. Moja pięcioletnia córeczka zna już język polski, więc poproszono nas, aby razem z kardynałem Martini mogła czekać na przybycie Jana Pawła II. Po wyjściu z samolotu uśmiechnięty Papież pochylił się nad dziewczynką w stroju łowickim z biało- czerwoną chorągiewką i kwiatami w ręku, rozmawiał z nią kilka chwil, po czym uściskał serdecznie i wręczył dziecku pamiątkowy różaniec do ręki.

Mała Milena Trezzani wita Papieża na lotnisku w Mediolanie w 1983 roku

Następnego dnia nieliczna wtedy grupa Polaków uczestniczyła we mszy świętej dla mediolańczyków i wśród tego ogromnego tłumu moja Mamusia doznała zaszczytu otrzymania komunii z rąk Ojca Świętego.
Z koncertu w La Scali na cześć Jana Pawła II pozostały mi również niezapomniane wrażenia oraz program z dedykacją od dyrygenta, Riccardo Muti.

Marzec 1995 roku – w Rzymie powstaje Związek Polaków we Włoszech. Z tej okazji zostajemy zaproszeni na prywatną audiencję do Watykanu. Czekamy w prywatnej bibliotece Papieża, jest nas chyba ze 40 osób, pojawia się Ojciec Święty witając wszystkich obecnych, a następnie podchodzi do mnie, powstaję więc z klęczek, a On bierze mnie za rękę, zadaje kilka pytań (na które odpowiadam chyba przytomnie), potem otrzymuję błogosławieństwo … i nigdy się nie dowiem, dlaczego właśnie ja doznałam takiej łaski. Wiem tylko, że w działalności polonijnej to wspomnienie dodaje mi skrzydeł i mam świadomość, że gdzieś blisko jest obecny i otacza mnie Swą opieką święty, Jan Paweł II”.

(wspomnienie zostało opublikwoane na łamach “Naszego Świata” w kwietniu 2014 r.)

Jakie inne osoby czy spotkania miały szczególny wpływ na to, że tak aktywnie działałaś i działasz na rzecz Polonii?
Vittorio, mój mąż iwspaniały polonofil, bez którego nie odniosłabym tylu sukcesów w promowaniu Polski i Mietek Rasiej, którego stawiam za wzór do naśladowania i który dla mnie był wzorem.

Jakie wydarzenia zorganizowane przez Koło można uznać za najważniejsze?
Do osiągnięć Koła Kulturalnego trzeba zaliczyć coroczne koncerty z okazji Święta Niepodległości organizowane od kilkunastu lat we współpracy z prestiżową instytucją Auditorium La Verdi; obchody 500-lecia otrzymania dyplomu przez Mikołaja Kopernika na uniwersytecie w Ferrarze (na zdjęciu przy pamiątkowej tablicy ufundowanej przez Senat RP); zorganizowanie czterech konferencji na Zamku Sforzów w Mediolanie z udziałem profesorów uniwersytetów polskich i włoskich oraz wydanie tekstów w ciekawej szacie graficznej; uczczenie 25-lecia Solidarności przygotowaniem sympozjum w obecności Ambasador Hanny Suchockiej i Ambasadora Radlickiego i przedstawicieli włoskich władz państwowych; zorganizowanie konferencji w Museo del Risorgimento w 200 rocznicę śmierci Francesco Nullo z udziałem profesora Marco Patricelliego.

Barbara Głuska-Trezzani wita gości przybyłych na koncert z okazji 11 listopada w Mediolanie.

 

Konferencja poświęcona Bonie na Zamku Sforzów w Mediolanie

Cenimy sobie stałą współpracę z Polską Misją Katolicką, dzięki której w grudniu spotykamy się na tradycyjnym „opłatku” oraz koncercie kolęd, a od dwóch lat wspólnie organizujemy Narodowe Czytanie.

Jak udało Wam się pozyskać fundusze na organizację wydarzeń kulturalnych w tych jakże często prestiżowych miejscach?
Przez te wszystkie lata niezmienne i ważne było wsparcie finansowe, a obecnie również Patronat Honorowy Senatu RP, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” oraz obecnie (choć nie zawsze tak bywało w przeszłości) wsparcie Konsulatu Generalnego RP w Mediolanie z funduszy MSZ.

Jaka jest dzisiaj nasza Polonia w Lombardii?
Bardzo liczna, różnorodna, dynamiczna, bez kompleksów. Dzieci z rodzin mieszanych uczęszczają do sobotniej szkoły polskiej, uczestniczą w życiu naszej parafii, no tak , czasy się zmieniły…

Młodzież wyróżnia się wykształceniem i co mnie najbardziej cieszy, wyznaje te same wartości, które niezmiennie towarzyszyły mi w kreowaniu pozytywnego wizerunku naszej Ojczyzny. Mogę spokojnie spocząć na laurach…

Dziękuję Ci za rozmowę i wszystko to, jakże wartościowego, co z takim oddaniem robisz od lat dla Polonii włoskiej.

rozmawiała Danuta Wojtaszczyk


Zobacz także:

Mija 10. rocznica śmierci Mieczysława Rasieja