Nasze wymarzone i niezapomniane spotkanie z Janem Pawłem Wielkim

Z pamiętników Jadwigi Kaflińskiej i wspomnień Renaty i Roberta Małeckich.

Wielu z Nas na pewno pamięta, jak wielką rolę odegrał i odgrywa Kościół Katolicki w zjednoczeniu Polaków przebywających za granicą. Osoby gromadzące się na Mszach Świętych nawiązywały wzajemne kontakty, pomagając sobie na wzajem tworząc swego rodzaju organizacje.

I tak, w 2001 roku powstało Stowarzyszenie Polsko-Włoskie w Follonica, którego założycielem i w konsekwencji prezesem został wybrany Robert Małecki .

W lutym 2002 roku stowarzyszenie było reprezentowane przez Roberta Małeckiego i Stanisława Rusnaka na Zjeździe Związku Polaków we Włoszech, który miał miejsce w Rzymie.
Tam, jako nowi przedstawiciele Polonii , zostali oni przedstawieni między innymi Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, pani Hannie Suchockiej i Ojcu Konradowi Hejmo, których poprosili o pomoc w uzyskaniu audiencji u papieża Jana Pawła II.

… i tak to się zaczęło…
15 maja 2002 roku, 26 osobowa grupa Polaków pracujących i mieszkających w Follonica i okolicach, wynajętym autokarem udała się na wymarzone spotkanie z WIELKIM PAPIEŻEM POLAKIEM. W grupie pielgrzymów był też 7-letni Krystian i dwie kobiety w zaawansowanej ciąży. Do dziś pamiętam jak w noc poprzedzającą wyjazd przygotowywałam się do tego spotkania – wspomina Jadwiga.

– Modliłam się, dziękując Bogu, byłam pewna, że inni nie pozostali obojętni na Bożą miłość i miłość do bliźniego.
„…Kto dla braci pracuje, ma moc za miliony,
Rośnie w siłę jak olbrzym o ziemię rzucany
Czas mu cegły podaje, utrwala budowę
I kładzie na jej szczycie swe piętno wiekowe…”
Maria Konopnicka

Motto tego wiersza towarzyszyło życiu Jana Pawła II.

Na Plac Św. Piotra dotarliśmy wczesnym rankiem, emocje były wielkie! Nikt z nas nie mógł sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało spotkanie z papieżem. Robiło się coraz bardziej gorąco, słońce zaczęło palić nie do wytrzymania, ale my nie poddawaliśmy się, nasze serca płonęły…
I nagle w tłumie tysięcy ludzi zauważyliśmy biały habit ojca Hejmo, który zmierzał w naszym kierunku.
– Delikatnie podprowadził mnie na bok, wspomina Robert, i oznajmił mi, że niestety nie możemy podejść do papieża, motywując tę decyzję poleceniem przełożonych. Ciarki przeszły mi przez całe ciało, patrzyłem na pusty fotel na którym ,za chwilę miał usiąść Jan Paweł II i w moim sercu wzbierał żal, że nie będę mógł choć przez tę jedną chwilę być blisko niego. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem moją grupę Polaków, pełnych wiary i radości . Zapytałem ze łzami w oczach ojca Hejmo – Jak ja mam im to teraz powiedzieć, przecież oni mi zaufali? – Ojcze , co mam zrobić ?

… I wtedy chyba stał sie cud! Jeżeli można tak powiedzieć, bo dla mnie to był istotnie cud!
Ojciec Hejmo odpowiedział – Bądź spokojny, wezmę to na siebie…

Spotkanie z Ojcem Świętym nie trwało długo. Złożyliśmy Mu życzenia z okazji nadchodzących urodzin (papież obchodził je 18 maja). Stanisław Rusnak, nasz przyjaciel góral, pokazał papieżowi pocztówkę z Polski, przedstawiającą Gorce, gdzie papież wędrował ze studentami, nawiązała się krótka rozmowa o górach, Polsce i małym kościele w Szczawie, pod patronatem Batalionów Chłopskich, gdzie wielokrotnie Karol Wojtyła uczestniczył w spotkaniach z przedstawicielami z całego świata.
Wspominając to SPOTKANIE pamiętam, jak mimo zmęczenia biła z oblicza Papieża wielka dobroć i życzliwość – dodaje Jadzia.

Bardzo utkwił mi w pamięci wzrok Ojca Świętego, który przez dłuższy czas zatrzymał się na spojrzeniu mojego 7-letniego syna Krystiana, wspomina Robert.

Krystian też z zaciekawieniem dziecka patrzył, może nie zdając sobie do końca sprawy , że patrzy na NAJWIĘKSZEGO w historii człowieka.
Po czym wzrok papieża przeszedł na mnie, klęczącą tuż u Jego stóp – dodaje Renata Małecka.
Poczułam uderzenie gorąca. Wiem, że chciałam mu tak wiele powiedzieć, lecz nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Nie było to jedak potrzebne, nasze spojrzenia , które w pewnym momencie się spotkały mówiły wszystko….Ja i mój Papież rozumieliśmy się bez słów! Byłam wówczas w zaawansowanej ciąży i emocje były chyba zbyt wielkie. I może właśnie to było w tym wszystkim takie piękne!

Dziś nasza prawie 9-letnia już córka Victoria, patrzy z dumą na wielkie grupowe, pamiątkowe zdjęcie wiszące w ramkach na ścianie i mówi z dumą – ja też tam byłam i NASZ WIELKI PAPIEŻ mi błogosławił! Potwierdzam i uśmiecham się, wzrokiem szukając wspomnień.

Z pamiętników Jadwigi Kaflińskiej i wspomnień Renaty i Roberta Małeckich