in ,

Wyjątkowy ślub: Operacja Casamassima 2011

Taki kryptonim przyjęto dla tegorocznej listopadowej wyprawy do Włoch członków Grupy Rekonstrukcji Historycznej  1. Samodzielnej Kompanii Commando ze Swarzędza. Punktem kulminacyjnym i zwieńczającym zamysł wyjątkowego wyjazdu był ślub kościelny komendanta GRH Przemysława Kapturskiego oraz Magdaleny Majchrzak w Kościele Santa Croce w Casamassima, w którym przed ponad 60-laty podobnego sakramentu udzielono kilku parom żołnierskim 2.Korpusu Polskiego, polskim żołnierzom z Włoszkami oraz udzielono kilku Chrztów świętych dla narodzonych z tych związków dzieciątek. Tegoroczna uroczystość ślubu kościelnego w Casamassima miała swą unikatową oprawę, gdyż zamysłem uczestników ceremonii było wystąpienie w tej okoliczności w mundurach żołnierzy gen. Władysława Andersa.

Narodziła się nowa tradycja
Choć tradycją można nazwać jedynie coś co trwa od wielu wielu lat, to zawsze rzeczy niezwykłe i wyjątkowe mają swój dzień inauguracji, a po upłynięciu tysiąclecia, maleńkie drzewko przeradza się w wielowiekowy dąb. Tradycja to przede wszystkim pamięć.  Pomyślmy, że przed blisko siedmiu dekadami, polscy żołnierze wyprowadzeni z nieludzkiej rosyjskiej ziemi oraz z walk w Afryce Płn., zawitali w kraju, który ma dla historii Polski szczególne znaczenie, choćby ze względu na pamięć o królowej Bonie i legionistach gen. Dąbrowskiego, których pieśń przerodziła się później w hymn narodowy. Późniejsze drugo wojenne losy i pobyt żołnierzy polskich we Włoszech skupiał się znamiennie w regionie Apulii, gdzie oprócz zaplecza logistycznego i szkoleniowego, wielką rolę odegrał kompleks największego polskiego szpitala wojennego w Casamassima, niedaleko od Bari. Uratowano tam wiele istnień ludzkich, począwszy od momentu, kiedy zaczęli tam napływać ciężko ranieni żołnierze w bitwie o Monte Cassino. Z cierpień, bólu i ran rodziła się często przyjaźń a także miłość, czego pięknym śladem jest kilka zapisów w księgach parafialnych XVIII-wiecznego kościoła w Casamassima. Tych kilka doniosłych zapisów sprzed dziesięcioleci nie ulegnie jednak zapomnieniu, dzięki wspaniałej postawie i wyjątkowej idei Magdy i Przemka, którzy z początkiem listopada 2011 roku zawarli związek małżeński w tak wyjątkowym miejscu. W murach tego kościoła ponownie rozbrzmiało echo polskich słów i złożonej przed Bogiem przysięgi. Co sprawia, że ten nieznany kościół przyciąga do siebie Polaków? Przed dziesięcioleciami, jak i teraz, nasi rodacy musieli pokonać tysiące kilometrów, by stanąć przed jego ołtarzem.

Podróż przedślubna 
Dla naszych współczesnych bohaterów opowieści, był to już nie pierwszy wyjazd do Włoch. Poznaliśmy się i szybko zżyli zaledwie przed trzema laty na Monte Cassino. Przemek i Magda poprosili też Żanetę Nawrot z Casamassima i niżej podpisanego o zostanie świadkami ślubu kościelnego, co uczyniliśmy z wielkim zaszczytem. Dotarcie do najważniejszego celu wyprawy poprzedzone było dzielną czterokołową tułaczką młodej pary w asyście najbliższych przyjaciół z Polski – Joli i Przemka Szmytów, Beaty i Artura Greserów, Leszka Rekala, Tomka Skrzypińskiego oraz małomównego spaniela – rudzielca Teodora. Rodzice zaś Przemka i Magdy dotarli do celu lotniczym skrótem.

Do pierwszej bazy postojowej ślubny tabor dotarł w nocy 30 października i jako, że do niedzielnego ranka pozostało jeszcze kilka długich godzin, trzeba było je umilić wybornym włoskim stravecchio (a później, jak to zwykle bywa, tym co jeszcze zostało na podorędziu). Rzymski gospodarz (w osobie autora), nie dał przybyszom przygotowanym zawsze na wszystko, rozbić namiotów i jakoś przetrwaliśmy wesoło dwie noce, a sama obecność wyjątkowych gości, wielce rozradowała autorowego synka Jasia. Te dwie pamiętne noce oddzielone były, co prawda nie za wysoko wzniesionym o tej porze roku słońcem, ale to i lepiej dla samopoczucia gości, którzy w ramach podróżowania zażyczyli sobie zwiedzenia kilku najsłynniejszych miejsc Wiecznego Miasta.

Następnie w  poniedziałkowy ranek wyruszyliśmy na kierunku południowym z celem kolejnego postoju na Monte Cassino i tym samym obowiązkowego uczestniczenia w dniu następnym we Mszy św. na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino z okazji przypadającego dnia Wszystkich Świętych. Ten dzień zdołaliśmy wypełnić nad wyraz pożytecznie odwiedzając Piedimonte S. Germano, Cmentarz Włoskiego Korpusu Wyzwolenia w Mignano Monte Lungo, San Pietro Infine, San’t Angelo in Theodice, cmentarz żołnierzy Commonwealth w Cassino oraz nasz cmentarz u stóp Klasztoru Montecassino. Kolejny nocleg (tym razem namiotowy) wypadł przy Domku Doktora (minus autor, który zdezerterował na rzecz stałego legowiska w słynnym domostwie zaprzyjaźnionych Pittigliów, dodam tylko, że nie zamieniłbym nocy w Domku Doktora na nawet najlepiej upstrzoną w stu gwiazdkowym hotelu). Późnym popołudniem we Wszystkich Świętych wyruszyliśmy w dalszą część przedślubnej podróży wsparci obecnością najsłynniejszego włoskiego kolekcjonera polskich pamiątek wojskowych Giancarlo Langiano, który zaproponował nam zwiedzenie dwóch muzeów na trasie, gdzie wystawiana jest część jego zbiorów – w Rocchetta a Volturno (Museo Secondo Risorgimento d’Italia) oraz później w Isernii (Museo Della memoria e della storia). Nadmienić tutaj trzeba, iż w tej części wyprawy mieliśmy też wyjątkową przyjemność zaznania gościnności i wysłuchania pięknych opowiadań o historii i myśleniu o niej ze strony zaprzyjaźnionego z Giancarlo kolejnego kolekcjonera militariów (wszystko w rodzinie) – Johnny Capone (nomen omen przybyłego przed kilku laty z Ameryki, a prezentującego swoje zbiory w Rocchetta a Volturno), za co pozostajemy wielce wdzięczni.

Po kolejnym wielo kilometrowym przemieszczeniu się, pierwszą noc Dnia Zadusznego spędziliśmy u bramy Polskiego Cmentarza Wojskowego w Casamassima, by wczesnym rankiem zaglądnąć do kafetiery pani gospodarz tych stron Żanety Nawrot. Od kilku dni gościli już u jejmości ks. mjr Paweł Piontek oraz Grześ Suchy przybyły z Niemiec. Pomagali oni Żanecie w przygotowaniach do 5 – tej edycji wystawy „La Puglia Dei Polacchi dal 1944 – 1946”, organizowanej wytrwale od kilku lat w znakomitej współpracy z Gianluca Vernole i Stefania Castellano. W tym dniu, wieczorna inauguracja kolejnej edycji wystawy poprzedzona była tradycyjną Mszą św. na polskim cmentarzu z udziałem przedstawicieli władz miasta Casamassima, garnizonu Bari, grupy polskich studentów oraz licznie przybyłych mieszkańców okolicy. Przedstawicielstwo władz polskich reprezentował przybyły z Rzymu płk Andrzej Sarna. Uroczystość i wystawa wypadły w jak najlepszej oprawie, za co należy podziękować organizatorom oraz przybyłym gościom.

Suchy w rabarbarze
Jako, że podróży przedślubnej dobiegał kres i zbliżał się szybko moment zaplanowanej na dzień następny ceremonii, to trzeba było jeszcze wypełnić obowiązki zwyczajowe i odpowiednio przebrnąć przez wieczór panieński i kawalerski (w tym wypadku raczej kawaleryjski), które w tych okolicznościach sprawiono wspólnie w bazie noclegowej wyprawy, leżącej w folwarku przy szosie wylotowej z Casamassima do Tarentu. Po tak grzecznym spotkaniu, przyszedł i czas na jeszcze grzeczniejszy powrót dwóch uczestników spotkania – Grzesia i drugiego takiego, których zielono-bereciarze pomogli przesadzić przez wysoką bramę na noc zamykanego obejścia, co w tych warunkach było wyczynem iście kaskaderskim. Nikt jednak z weselnego towarzystwa nie pojął, iż w tych stronach „szczelne” zamknięcie obejścia polega jedynie na przysłowiowym zatrzaśnięciu drzwi, bowiem jak się okazało po kilku krokach, oprócz wysokich bram, tutejsze folwarki nie mają specjalnych ogrodzeń wokół wielohektarowych plantacji., więc wystarczy najzwyczajniej takowe przeszkody ominąć o metr dalej, o czym kaskaderzy zorientowali się już po dziwacznym wyczynie, ale niech ich tłumaczą apulijskie ciemności oraz stan w jakim się akurat znajdowali. Tak siak, dotarli do Żanety uchichani tym wspomnieniem, cali i zdrowi.

Biel sukni ślubnej
Godzina 11.00, 3 listopada Anno Domini MMXI, portal Kościoła Santa Croce w Casamassima przekraczają Magda i Przemek, zmierzając w stronę ołtarza. Młoda Para oraz otaczający ich przyjaciele prezentują się w dniu złożenia uroczystej przysięgi małżeńskiej w mundurach żołnierzy 2. Korpusu Polskiego. Ceremonii towarzyszą też nieliczni, lecz wyjątkowi włoscy przyjaciele Polski i pamięci o wydarzeniach sprzed dziesięcioleci. Msza św. koncelebrowana przez ks. Andrzeja Wiśniewskiego oraz ks. mjr. Pawła Piontka, nadała uroczystości dodatkowego wyrazu niepowtarzalności, a zarazem skierowała wszystkich zebranych w stronę historycznej refleksji nad wydarzeniami zapisanymi w tych murach i najbliższej okolicy. Pięknym akcentem władz Casamassima było przybycie i złożenie życzeń Młodej Parze przez burmistrza Domenico Birardi.

Słowami, czy opisem, trudno opowiedzieć o ponadczasowym znaczeniu tej ceremonii mającej dla każdego z uczestniczących charakter osobistego przeżycia. Pozostawię to, więc wyobraźni Czytelnika. Liczę jednak, że tak właśnie przedstawiony zapis tych wyjątkowych chwil skieruje nas wszystkich w stronę zastanowienia się nad prawdziwym znaczeniem słowa – pamięć.

Podróż poślubna
Nie codzień zdarza się, aby ktoś wybierał się z Włoch w podróż poślubną do Polski. Niewiele może i z całego świata jest osób o takowym zamyśle. Bohaterom naszej opowieści przypadł zaś w takowych ramach powrót do rodzinnych domów po tygodniowej szczęśliwej podróży. Pomyślmy tutaj , choć przez chwilę, ilu spośród prawdziwych żołnierzy gen. Andersa po kilkuletniej tułaczce wojennej do domów rodzinnych nie miało szczęścia już nigdy powrócić? Chcąc powrócić już nie mogli.

Szczęścia i Pomyślności życząc Młodej Parze
Krzysztof Piotrowski 


Fotografie:  Beata Greser, Grzegorz Suchy
Rysunek – logo wyprawy:  Wojciech Nawrot

Nasz Świat, grudzień 2011 r.

 

Ze wspomnień prof. W. Narębskiego: ‘W naszej kompanii było dwóch Wojtków: niedźwiedź i ja’

Park, fontanna i polskie cappuccino, czyli polscy bezdomni w Rzymie