in

Rzym stolicą polskich bezdomnych we Włoszech

W Wiecznym Mieście żyje w skrajnej nędzy 7500 osób, a około 16 tys. jest bezdomnych (wśród nich są też Polacy) – wynika z raportu Caritasu zaprezentowanego 11 listopada w Rzymie. Wieczne Miasto nie jest jedyną stolicą europejską, która boryka się z problemem bezdomnych Polaków. Według najnowszych statystyk, w Berlinie żyje ponad 2000 naszych rodaków. Polska zapowiada tam teraz pomoc.

Fot. Pixabay.com

7,5 tys. mieszkańców Rzymu żyje w skrajnej biedzie, 45% z nich to Włosi – wynika z danych raportu Caritasu „La povertà a Roma: un punto di vista” (wyniki raportu można znaleźć TUTAJ). Szacuje się, że od 14 do 16 tys. osób, a ponad 34% z nich żyje na ulicy od ponad czterech lat. Wśród bezdomnych w Wiecznym Mieście są także Polacy, którzy stanowią jedną z najliczniejszych grup z Europy żyjących na ulicy. Losom koczujących na ulicach stolicy przyjrzał się kilka miesięcy temu reporter programu „Superwizjer” (reportaż dostępny jest TUTAJ).

W reportażu dziennikarz rozmawiał m.in. z Massimiliano Signifredi – wolontariuszem wspólnoty Sant’Egidio, który pomaga naszym rodakom. Jak powiedział, nie jest łatwo spotkać niepijącego bezdomnego. – Ale kiedy pierwszą noc spali tutaj, drugiej nocy wracali trzeźwi – opowiada Signifredi. Dodaje, że wśród Włochów jest wielu chętnych do pomocy. – Można powiedzieć, że jest to efekt papieża Franciszka, który codziennie mówi: trzeba pomagać innym – tłumaczy wolontariusz.

Chyba każdy Polak żyjący na rzymskich ulicach zna adres polskiego kościoła św. Stanisława przy Via delle Botteghe Oscure. Tam mogą liczyć na pomoc księdza Antoniego Pyznara, który pomaga bezdomnym od lat 80.

Ksiądz Pyznar opowiada w reportażu, że wielu bezdomnych nie chce wracać do Polski, bo – jak sami tłumaczą – i tak nie znajdą tam pracy. – Jak to nie ma pracy, skoro w telewizji słychać, że w Warszawie ściągają ludzi z Ukrainy, żeby miał kto pracować? – zastanawia się duchowny. Dodaje jednak, że w Rzymie bezdomnemu niczego nie brakuje. – On na ulicy dostanie rano kanapki, w południe gdzieś w Caritasie coś ciepłego, wieczorem kanapki. W międzyczasie zbierze jedno euro, idzie do sklepu. Jedno euro wystarczy im na kartonik wina i są „happy” – mówi ksiądz. – Powstaje dookoła Watykanu takie koczowisko ludzi, którzy nic nie robią, żeby poprawić swój status, tylko wykorzystują – dodaje. „Do czego ja mam wracać?” – Nie mam do czego wracać w kraju. Do czego ja mam wracać? – pyta jeden z bezdomnych z Rzymu, pan Antoni. – Dwadzieścia lat pracowałem jako instruktor skupu mleka. Mam mieszkanie, ale mleczarnia upadła – wspomina w rozmowie z naszym reporterem. – Wolę iść od kościoła do kościoła i tu normalnie przeżyć. Spokojnie, bez żadnego kryminału. Chcę się napić? Proszę bardzo, idę i kupuję sobie wino – dodaje. Ks. Pyznar tłumaczy, że trzeba pomagać bezdomnym, ale pomoc taka powinna być jego zdaniem „wychowawcza”. – Ja ci pomogę w tym momencie, bo akurat jesteś w trudnej sytuacji. Ale też powiem ci: weź się do roboty – tłumaczy duchowny.

Z polskimi bezdomnymi rozmawiała także kilka lat temu Beata Zaremba – Zarski, dziennikarka i fotograf, żyjąca od lat w Rzymie. Artykuł o Konradzie, Andrzeju i Adamie, pt. „Park, fontanna i polskie cappuccino, czyli polscy bezdomni w Rzymie” ukazał się na naszych łamach w 2011 roku. Mężczyźni zamieszkiwali w jednym z rzymskich parków. W czasie rozmowy, przyznali zgodnie, że Italia jest piękna, a sami Włosi są hojni.

„W sklepach dostajemy jedzenie, które za chwilę ma stracić ważność. O, mamy wszystko – sałatkę, jogurty dla zdrowia, serki, soki, warzywa, konserwy. Taka puszka to ważna rzecz, bo do pustej nalewa się denaturat, kładzie się ją między dwoma cegłami, a na cegle stawia się garnek i można gotować. Myjemy się w fontanelli, a na porządne szorowanie idziemy do łaźni. Mamy darmowe wejście załatwione w Caritasie, do Caritasu czasami wpadamy na posiłek, ale wolimy gotować sami, bo co tam takiego można zjeść – pastę, korneta, włoskie żarcie, które nijak się ma do polskiego, do polskiej grochówki, do kotleta z ziemniakami… ech łza się w oku kręci…” opowiadali bohaterowie artykułu.

– Da się przeżyć na ulicy – dobry klimat, ale są miesiące, kiedy noce bywają zimne. Kiedyś było mi tak strasznie zimno, że opuściłem swój kawałek trawy, przyszedłem do kolegi i się do niego przytuliłem. Nie było w tym nic seksualnego, tylko desperacja z powodu zimna. Ale zawsze mamy wybór – noclegownia. No i zawsze możemy zadzwonić po darmową pomoc, na włoskie SOS – przyjadą z kocami, z jedzeniem nawet – mówił Adam.

Na pytanie, czy chcieliby zmienić swoje życie odpowiedzieli: Oczywiście, ale jak?
Każdy z nich zostawił w Polsce kawałek swojego serca, na razie powrót do kraju nie jest możliwy, podobnie jak niemożliwe jest godne życie tu – alkohol do złudzenia przypomina im smak wolności. Ale to tylko złudzenie. Wszyscy trzej doskonale o tym wiedzieli, pomimo tego, że cieszyli się z tego, co mieli.

Berlin nie daje sobie rady z polskimi bezdomnymi
Rzym nie jest jedyną stolicą europejską, która boryka się z problemem bezdomnych Polaków. Także w Berlinie na ulicach żyje ponad 2000 naszych rodaków. Jako obywatele UE mają prawo pobytu, większość nie ma jednak podstaw do świadczeń socjalnych. Miasto jest już przeciążone tą sytuacją. Kilka dni temu, w rozmowie z agencją AFP, attaché prasowy Ambasady RP w Niemczech Dariusz Pawłoś powiedział, że od przyszłego roku polscy pracownicy socjalni będą pomagać w opiece nad polskimi bezdomnymi.

„Będą rozmawiać z bezdomnymi i pośredniczyć w znalezieniu pomocy albo w powrocie do domu” zapowiedział Pawłoś.

“Pomagamy bezdomnym w konsulatach i osobom, które zwracają się do nas” – powiedział Pawłoś. „Ale nie możemy sami ich szukać, muszą do nas przyjść” powiedział. Sytuacja ta ma się zmienić właśnie dzięki pomocy polskich pracowników socjalnych opłacanych przez władze RP.

Dariusz Pawłoś powiedział także, że Senat podwyższył środki finansowe do sumy około 23,6 mln euro dla Polaków za granicą i uruchomi programy pomocowe. Zapowiedział także, że polskie organizacje pozarządowe mogą teraz ubiegać się o pieniądze na projekty pomocowe za granicą, muszą jednak współpracować z lokalnymi organizacji partnerskimi.

Zaginieni to często bezdomni
Według danych statystycznych Fundacji ITAKA – Centrum Ludzi Zaginionych każdego tygodnia za granicą ginie około 4 Polaków. Wielu z nich pada ofiarami nieuczciwych pracodawców lub pośredników. W konsekwencji oszukani, a czasem okradzeni pracownicy nie mając środków do życia czy na powrót do kraju, popadają w kolejne długi, łamią prawo, stają się bezdomni. Nie chcą przyznać się przed rodziną w Polsce do poniesionej klęski i wolą tu zostać, zamieszkując na ulicy.

I Światowy Dzień Ubogich
W tym roku, 19 listopada, obchodziliśmy I Światowy Dzień Ubogich, ustanowiony przez Ojca Świętego przed rokiem, na zakończenie Jubileuszu Miłosierdzia. Do Wiecznego Miasta, na uroczystą mszę św. w Bazylice Św. Piotra przybyło z tej okazji ponad 4 tys. osób potrzebujących i niezamożnych z całego świata, w tym także z Polski.
Po nabożeństwie, uczestnicy zostali przyjęci świątecznym obiadem. 1,5 tys. z nich zjadła posiłek z Papieżem w Auli Pawła VI. Inni mogli zjeść obiad w kilku kolegiach i seminariach oraz w jadłodajniach m.in. Caritas i Wspólnoty św. Idziego. Wykwintne potrawy i słodycze przygotuje jedna z renomowanych restauracji z Romano d’Ezzelino koło Vicenzy w północnych Włoszech.
Papież Franciszek od samego początku swojego Pontyfikatu przywiązuje dużą uwagę do najbardziej potrzebujących. W 2015 r. otworzył dla bezdomnych specjalny salon fryzjerski w Watykanie. Do dyspozycji potrzebujących są także kabiny prysznicowe i toalety. Watykan uznał, że takie miejsce było bezdomnym potrzebne, gdyż są oni odrzucani przez społeczeństwo z powodu wyglądu.

Anna Malczewska
Źródła: Caritas, Tvn24.pl, AFP

Zespół J.A.A.R. od ponad 4 lat łączy Polonię rzymską

Polskie Andrzejki we Włoszech