Gabriel Gołąbek: Polski cukiernik we Włoszech

Przyjechał do Włoch 14 lat temu, aby dorobić na studia. Początki na emigracji nie były łatwe, ale dzięki swojemu uporowi stał się cukiernikiem, którego przysmakami zajadają się Włosi oraz Polacy, którzy już od trzech lat spotykają się co roku przed Bożym Narodzeniem w różnych miastach Półwyspu Apenińskiego. Gabriel Gołąbek opowiada nam o swoim życiu na emigracji i o pracy, która odmieniła jego życie.  

Gabriel Gołąbek (z prawej) z szefem cukierni, panem Nazzareno Pizzoni.

Przyjechał Pan do Włoch, aby dorobić na studia, a mieszka tutaj już od 14 lat.

Tak, przyjechałem do Italii w 2003 roku z mamą, która już wcześniej tu pracowała. Miałem zamiar pozostać tu przez krótki okres czasu, korzystając z tego, że byłem na urlopie dziekańskim. W Polsce studiowałem Politologię we Wrocławiu na Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości.

Jakie były Pana początki na emigracji?

Początkowo pracowałem jako robotnik budowlany, mieszkając u znajomych. W między czasie szukałem jakiegoś innego zajęcia. I tak trafiłem do cukierni w Foligno (Panificio Pasticeria Pizzoni – via Nocera Umbra 9 , Vescia di Foligno), w której pracuję do dzisiaj.

I musiał uczyć się Pan nowego zawodu?

Tak, zaczynałem od czyszczenia blach i mycia stołów. Z biegiem czasu nauczyłem się nowego zawodu, który do dzisiaj daje mi dużo satysfakcji, choć jest to ciężki kawałek chleba i wymaga dużo wyrzeczeń, ponieważ pracuję w nocy przez prawie cały tydzień. W tym zawodzie nie ma mowy o wolnych weekendach, czy świętach, ponieważ właśnie wtedy jest największe zapotrzebowanie na wyroby cukiernicze.

Od trzech lat, co roku, na spotkania Polaków we Włoszech przygotowuje Pan specjalny tort oraz obdarowuje obecnych cudownymi ciasteczkami? Skąd wziął się ten pomysł?

Wszystko zaczęło się przy okazji pierwszego spotkania przed Bożym Narodzeniem trzy lata temu we Florencji, kiedy to Polacy na co dzień spotykający się w świecie wirtualnym postanowili spotkać się w życiu realnym. Potem uczestniczyłem też w spotkaniu w Pizie i w tym roku w Sienie. Jako, że nie lubię przychodzić w gości z pustymi rękoma wpadłem na pomysł zrobienia ciasteczek cynamonowych w kształcie Mikołaja. Obecni byli mile zaskoczeni, a mnie cieszyło, że mogłem spędzić ten świąteczny okres z moimi rodakami. I tak powstała moja mała tradycja robienia słodkich upominków dla wszystkich uczestników ww. spotkań. W tym roku dla wszystkich obecnych przygotowałem tort orzechowy, z którego najbardziej cieszyły się oczywiście dzieci.

O tegorocznym spotkaniu Polaków we Włoszech możecie przeczytać TUTAJ.

Dowiedziałam się, że jest Pan świeżo upieczonym mężem, a żonę poznał Pan właśnie w świecie wirtualnym. Czy trudno jest połączyć pracę cukiernika z życiem prywatnym?

Z żoną Pauliną

Tak, to prawda, poznaliśmy się na jednej z grup na Facebooku. W wolnych chwilach, o które, jak już wspomniałem jest ciężko w moim zawodzie, z Pauliną podróżujemy po Italii, odkrywając za każdym razem nowe zakątki tego pięknego kraju. Bardzo często odwiedzamy też Rzym, w którym spotykamy się z naszymi przyjaciółmi oraz Capuę, gdzie mieszka siostra mojej żony. Ale muszę przyznać, że bardzo często zdarza się, że przynoszę moją pracę do domu, gdzie realizuję dodatkowe zamówienia dla moich prywatnych klientów.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję.

rozmawiała Anna Malczewska

Zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Gabriela Gołąbka