in

List z Anglii do redakcji “Naszego Świata” w związku z artykułem K. Piotrowskiego

Członkowie Związku Karpatczyków i Grupy Rekonstrukcji Historycznej First to Fight wraz z rodzinami

Otrzymaliśmy i publikujemy list zamieszkałego w Wielkiej Brytanii Przemysława Świderka, będący jego reakcją na artykuł Krzysztofa Piotrowskiego  “75. rocznica bitwy o Monte Cassino – z występów urzędniczej kliki”.

Treść listu:

Reading, Berkshire 15.06.2019

Redakcja Nasz Świat

Szanowna Redakcjo,
Dziękuje serdecznie za opis wydarzeń z 75. rocznicy Bitwy o Monte Cassino w maju 2019 roku. Z zaciekawieniem czytałem też pozostałe listy i opisy innych uroczystości. Zachowanie instytucji jest przerażające. Jako uczestnik ubiegłomiesięcznych wydarzeń pozwolę sobie na kilka słów komentarza.

Na co dzień z kolegami z Living History Group (Grupa Rekonstrukcji Historycznej) First To Fight działamy na terenie Wielkiej Brytanii. Rekonstrukcja historyczna to nasze hobby. Poświęcamy się mu w wolnym czasie. Ponad połowa członków naszej grupy poza działalnością rekonstrukcyjną udziela się także w Związku Karpatczyków 3 Dywizji Strzelców Karpackich w Londynie. Tu hobby przestaje być zabawą, a zaczyna działalnością społeczną. Działalnością, za którą nikt nam nie płaci, a za którą zazwyczaj płacimy my. Wbrew stereotypowi współczesnego emigranta-dusigrosza znajdujemy czas, aby organizować weteranom spotkania, uroczyste msze, rocznice, odwiedzać ich, gdy już nie mogą aktywnie uczestniczyć w życiu Związku, czy po prostu wysłać im świąteczną kartkę. Związek przyjął nas w swoje szeregi i zmienił status właśnie po to, by otrzymać dopływ świeżej krwi do funkcjonowania. Robimy to altruistycznie, bez koncentrowania na nas uwagi mediów, nie czekając na odznaczenia z Warszawy. Naszą zapłatą jest sam fakt poznania pięknej wojennej emigracji pozostającej na Wyspach Brytyjskich. Ludzi, którzy tyle poświęcili dla Polski. Ważne, aby zaznaczyć, że czym innym jest praca rekonstrukcyjna, a czym innym jest praca społeczna w Związku Karpatczyków. O ile o rekonstruktorze złośliwy urzędnik może powiedzieć, że to przebieraniec to przebierańcem nie jest osoba,która jedzie 300 mil odwiedzić ciężko chorego weterana.

Do Włoch jako grupa jeździmy rzadko, w tym roku byliśmy po raz pierwszy po pięciu latach przerwy. Aby tam być, zostały przez nas podjęte ogromne, jak na nasze możliwości, nakłady finansowe i czasowe. Wyjazd podzielony został na część rekonstrukcyjną, badanie terenu walk oraz na część oficjalną uroczystości.
Z całego programu oficjalnych uroczystości chcieliśmy wziąć udział jedynie w polowej Mszy Świętej na Cmentarzu Wojennym Monte Cassino w sobotę, 18 maja. Pamiętając, że nie wpuszczono nas na teren cmentarza 5 lat wcześniej, postanowiliśmy się przygotować już na początku roku. W lutym otrzymaliśmy informację, że aby wejść na cmentarz, potrzebne będą przepustki. 5 marca 2019 roku za namową sekretarza Związku Karpatczyków 3 DSK w Londynie, Kazimiery Janoty-Bzowskiej oraz sekretarza Fundacji Stowarzyszenia Kombatantów Polskich, Barbary Orłowskiej, wysłaliśmy prośbę o identyfikatory do ministra Józefa Kasprzyka z Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, na którą nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Po naciskach na UDSKiOR ze strony Związku 3 DSK oraz SPK, nagle 17 kwietnia otrzymaliśmy e-mail z wnioskiem, który został odesłany w wyznaczonym czasie. W odpowiedzi Pani Magdalena Sawka napisała, iż identyfikatory mamy odebrać w dniu uroczystości z hotelu Edra Palace w Cassino. Wedle wskazówek przybyliśmy 18 maja w wyznaczone miejsce w wyznaczonym czasie, ale… zostaliśmy poinformowani, że na teren cmentarza nie wejdziemy. Przed nami usłyszały także taką informację dzieci walczących pod Monte Cassino żołnierzy – uczestnicy z jednego całego autokaru.

Uroczystości przyszło nam spędzić na łące obok cmentarza. Do momentu wyjścia ludzi z cmentarza staraliśmy sobie zracjonalizować całą zaistniałą sytuację. Niestety, widok wychodzących z cmentarza pokazał, na rzecz kogo nie zostaliśmy wpuszczeni. I tak „przebierańcy” w mundurach nie mogli wejść, by znalazło się miejsce dla dwóch Józefów Piłsudskich. Dzieci kombatantów z Wielkiej Brytanii nie weszły, by znalazło się miejsce dla internetowych działaczy z UK, którzy ograniczają swoją działalność do prowadzenia stron z patriotycznymi memami w mediach społecznościowych. Jak nie trudno się domyśleć, muszą znać odpowiednie osoby na odpowiednich miejscach. Dlatego czujemy się poszkodowani.

Od 14 lat mieszkam w Wielkiej Brytanii. Przez ten okres miałem tylko kilka razy kontakt z polskimi urzędami i cieszę się z tego powodu. Jak się okazuje, urzędy i mentalność urzędników nie zmieniła się ani trochę. Zmieniają się rządzący, a urzędnicy pozostają ci sami. Jak w artykule Krzysztofa Piotrowskiego widać, że pozostają elitarną kastą, na którą nikt nie ma wpływu. Do artykułu redaktora Piotrowskiego dorzucam opis hotelu w Bolonii po ostatnim dniu uroczystości – wyglądał bardziej jak akademik po juwenaliach niż jak miejsce odpoczynku oficjałów z ministerstw. Pamiętam naganianie tłumu dla premiera 5 lat temu, podczas otwarcia muzeum obok cmentarza Monte Cassino, aby ładniej w telewizji wyglądało.

Żadnej „dobrej zmiany” w traktowaniu weteranów też nie ma do dziś. Każdy może sprawdzić przykładowy program na jeden dzień oficjalnego wyjazdu UDSKiOR – najczęściej od ósmej rano do dwudziestej drugiej, różne miejsca, cały czas w autokarze, to dla średnio dziewięćdziesięcioletnich ludzi jest stanowczo za dużo. W tym roku weteran z UK odmówił wyjazdu właśnie z tego powodu. Czasem wydaje mi się, że uroczystości są jedynie pretekstem dla wyjazdu jednej czy drugiej delegacji z Polski pod egidą UDSKiOR, a kombatanci są tylko dodatkiem. Możliwe, że zajmowanie się historią zawodowo po jakimś czasie może się znudzić. Może wtedy warto pomyśleć o zmianie zawodu. W Polsce jest obecnie milion urzędników – w dobie ogólnej cyfryzacji to bardzo dużo. Na ich pensje płaci każdy polski podatnik – cieszę się, że ja nie muszę. Mi za pracę społeczną nie płaci nikt. W tym roku uwieńczeniem ostatnich pięciu lat aktywności miały być obchody na Monte Cassino, ale mnie nie wpuszczono. Mam żal do polskich biurokratów za to. Zapomniałem, jak to jest z nimi. Pocieszam się, że za pięć lat nie będzie problemu z identyfikatorami, przy średniej wieku kombatantów 2 Korpusu Polskiego. Nie będzie komu bić politycznej pianki podczas uroczystości. UDSKiOR nie będzie miał problemu. Znajdą się inni, nowi bohaterowie napędzający to ministerstwo i masę urzędników do wykarmienia. Obstawiam, że po Żołnierzach Wyklętych przyjdzie czas na „Solidarność”. To napędzi całą machinę na kolejne lata.

O Cassino już zapomniano. Przypomina się o bitwie średnio co 5 lat. Urzędnicy wpadną, politycy zrobią zdjęcia z weteranami na terenie cmentarza wojennego i… do domu. No właśnie, sam cmentarz to nie teren walk. Szerokim łukiem omijane są pomniki 3 Dywizji Strzelców Karpackich, 5 Kresowej Dywizji Piechoty, 4 Pułku Pancernego „Skorpion”, nie ma infrastruktury, odpowiednich ścieżek i tras turystycznych łączących poszczególne punkty. Tak, wiem, że teren należy do opactwa benedyktynów, ale za pieśnią „Czerwone maki na Monte Cassino” przypominam „ta ziemia do Polski należy”. Nie można oczekiwać od Włochów działań w ramach polskiej polityki historycznej, a właśnie do takich należy doglądanie terenu walk. Skoro politycy wszystkich opcji od lat powtarzają na przemówieniach we Włoszech, że polski żołnierz bił się o narody Europy, to dlaczego nie zrobią nic, aby zadbać o miejsca tych walk? Tu każdy wyzwalany mieszkaniec Europy może się naocznie przekonać, że to prawda. Cieszę się niezmiernie, że Ministerstwo Dziedzictwa Narodowego i Kultury dzięki prywatnej fundacji odnowi cmentarz żydowski na Woli. Ale kiedy ministerstwo znajdzie takie środki na pielęgnację terenu walk 2 Korpusu Polskiego z maja 1944 roku? Obawiam się że jeśli sami nic nie zrobicie, szanowni urzędnicy, żaden inny naród dla nas i za nas tego nie zrobi.

Znając historię samych uroczystości Monte Cassino, wiem, że na tych obchodach nie było aż tak źle jak w 1994 roku. Weterani określają je mianem „rocznicy z Wałęsą”. Do Włoch zjechała tak liczna delegacja z Polski z prezydentem Lechem Wałęsą, że to właśnie weterani zostali wygnani w błoto na łączce. Czy ktoś po tegorocznych obchodach zwołał naradę w UDKiOR i wyciągnął wnioski z tego, co się działo? Mam nadzieję, że tak. Trzeba wierzyć, że za rok już tak nie będzie. Chodź szczerze w to wątpię. Ważniejszy nacisk trzeba kłaść, aby ministerstwa oprzytomniały zanim pomniki znikną ze wzgórz bitwy.

Z wyrazami szacunku

Przemysław Świderek

 

Czytaj także:

Uroczystości urzędniczej kliki na Monte Cassino – Ciąg dalszy. Publikujemy list wnuka weterana

 

Re polacco Stanislao II Augusto Poniatowski – un vero amico degli italiani

Miłość do Polski i do Włoch, czyli prezentacja książki “Presenza polacca nell’Italia dell’entre-deux-guerres” Andrzeja Zielińskiego