in

Edyta Felsztyńska pozostanie w sercach Polaków we Włoszech

25 lipca br. zmarła w swoim domu w Ciampino k. Rzymu Edyta Felsztyńska. Wspaniała kobieta, kochająca żona i matka, ceniona działaczka polonijna. Miała 45 lat. Od ponad dwóch chorowała na raka.

Przeszła kilka operacji i chemioterapię. Wierzyła, że pokona chorobę. W rozmowie z Anną Malczewską dla „Naszego Świata” mówiła, że pozytywne myślenie ma wielką moc. Bez peruki pozowała do sesji zdjęciowej zorganizowanej przez Sylwię Dombrowską, do cyklu portretów kobiet, zmagających się z tą ciężką chorobą.

Stylizaja i zdjęcie Sylwia Dombrowska. Oświetlenie Marco Bianchi. Zapytana o tę sesję fotograficzną Edyta Felsztyńska odpowiedziała: „Sylwia jest przede wszystkim fantastyczną osobą, ale również i fotografem, stylistką, wizażystką, poetką i sama nie wiem, kim jeszcze. Jest wszechstronnie utalentowana, tzw. „donna delle mille risorse”. Kiedy zaproponowała mi sesje, nie do końca byłam przekonana, jednak później okazało się, że świetnie razem się bawiłyśmy. Po opublikowaniu tych zdjęć na portalu społecznościowym, napłynęło do mnie SETKI pozytywnych wiadomości, gratulacji. Zrozumiałam wtedy, że moje zdjęcia się spodobały. Chciałabym zadedykować je wszystkim kobietom, które w tej chwili borykają się z podobnym problemem. A niestety jest nas spora grupa tu, w Rzymie. Utrata włosów w całej tej jakże poważnej chorobie, to właściwie najmniejszy problem. To okres przejściowy. Najważniejsze jest wyzdrowieć. A czy będziemy mieć włosy, czy nie, czy będziemy mieć czerwoną sukienkę czy białą – to nie ma żadnego znaczenia. Człowiek, w tym przypadku kobieta, jest piękna za to co ma w sobie, czym potrafi podzielić się z innymi, co może zaoferować innym, nie za to jak wygląda. Kto tego nie potrafi zrozumieć, to już jego problem. Jesteśmy żonami, matkami, mamy wszystkie kogoś bliskiego i to dla tych osób musimy być piękne, silne i jak najszybciej powrócić do zdrowia. Takie sesje, które zrobiła mi Sylwia Dombrowska dodają jeszcze bardziej pewności siebie i pokazują, że w chorobie, nawet bez włosów tez można ładnie wyglądać”.

„Od dziecka byłam bardzo aktywna, silna, pełna energii. Jedną z moich pasji był od zawsze sport. Myślę, że właśnie wszelkiego rodzaju zawody sportowe nauczyły mnie od najmłodszych lat walki do ostatnich sił i niepoddawania się. Dzisiaj przyszło mi zmierzyć się z przeogromnym przeciwnikiem. Ta wielka wojna składa się z wielu potyczek, które raz wygrywam, a raz przegrywam. Jednak na wynik końcowy jeszcze trzeba będzie sporo poczekać i wtedy się okaże kto był silniejszy” –wyznała w wywiadzie dla NŚ, którego udzieliła rok przed śmiercią.

Nowotwór okazał się wyjątkowo złośliwy. Zgasła w swoim domu, otoczona miłością najbliższych: ukochanego męża, 16-leteniego syna i mamy.

„Moim największym źródłem energii są oczywiście rodzina i przyjaciele, ci prawdziwi, z którymi można przysłowiowe konie kraść. Dzięki chorobie odkryłam , kto jest naprawdę warty mojej przyjaźni. Na szczęście niewiele osób w czasie mojej choroby nagle gdzieś zniknęło. Były to osoby niewarte przyjaźni. Chciałabym natomiast podziękować moim „aniołom stróżom”, zaczynając od mojej najukochańszej mamy i najbliższej rodziny, poprzez Rosę, Emilię, Agnieszkę, Bożenkę, Lucynę, Mirellę, Violettę, Teresę, Dorotę i Michała, które idą razem ze mną przez tą ciężką drogę. Moich „aniołów” jest o wiele więcej, niestety nie sposób ich teraz wszystkich wymienić. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć, nawet w tych najciemniejszych momentach mojego życia. Wierzę również, że wspólnie doczekamy się pięknego wschodu słońca, które wychodzi po każdej burzy i później będzie już tylko dobrze!” – mówiła w rozmowie z A. Malczewską.

Tuż po tym, kiedy jej serce zatrzymało się na zawsze, na jej facebookowym profilu pojawił się wpis o następującej treści:

 (Edyta dziękuję wszystkim za serce, które okazaliście. Dziękuję).

Jak wyjaśniła Bożena Wróblewska, bliska przyjaciółka i wieloletnia współpracownica Edyty, wpis ten pojawił się nieprzypadkowo: „Edytka bardzo prosiła, aby podziękować wszystkim, którzy ją wspierali w walce z chorobą”.

Polonia włoska i przyjaciele pożegnali Edytę Felsztyńską w polskim kościele św. Stanisława B.M. w Rzymie. Msza świętą żałobna odbyła się 27 lipca br. i odprawił ją ks. prał. Jan Główczyk.

„Edyta miała dwie pasje: rodzinę oraz działanie na rzecz swoich rodaków, mieszkających we Włoszech. Wszystko co robiła, robiła albo dla nas, albo dla Polonii” – powiedział podczas pożegnania w kościele jej mąż.

O jej oddaniu na rzecz działalności polonijnej mówiła także obecna podczas pożegnania w kościele Ewa Mamaj, Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Rzymie.

Edyta Felsztyńska. Zdjęcia i stylizacja Sylwia Dombrowska. Oświetlenie Marco Bianchi
Edyta Felsztyńska. Zdjęcia i stylizacja Sylwia Dombrowska. Oświetlenie Marco Bianchi

Polonijne spotkanie opłatkowe zorganizowane dla Polonii przez Stowarzyszenie „Insieme”.
Rzym, 18 grudnia 2016 r.
Uśmiechnięty Anioł

Na pogrzebie Edyty nie było kwiatów. Obok trumny była za to puszka. Jej ostatnią wolą była prośba, aby zamiast kwiatów złożyć ofertę na leczenie dla małego Jasia.

Podczas żałobnego nabożeństwa w Wiecznym Mieście Bożena Wróblewska żegnała ją pięknymi, wzruszającymi słowami. Publikujemy fragmenty jej przemówienia:

„Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać wyjątkową dla nas osobę Edytę Felsztyńską, naszą przyjaciółkę, Koleżankę, Rodaczkę, zasłużoną działaczkę polonijną, wiceprzewodniczącą Stowarzyszenia „INSIEME”, kobietę o wielki sercu. (…) Z pewnością nikt z nas nie przypuszczał, że w taki sposób i w tym miejscu spotkamy się z Naszą Przyjaciółką Edyta, którą jeszcze niedawno spotykaliśmy podczas organizowanych przez nią spotkań polonijnych w Palachavicchi. Dzisiaj jesteśmy tu prawie wszyscy, by towarzyszyć Ci Edytko w tej ostatniej drodze, na którą wkroczyłaś zbyt wcześnie, zbyt szybko, tak nagle i niespodziewanie.

Nikomu z nas nie trzeba przedstawiać Edyty Felsztyńskiej wszyscy ją znaliśmy. Była osobą o niezwykłej prostocie i skromności. Czuła i troskliwa matka, kochająca żona wspaniała córka. Edytka miała wielki dar – kochała ludzi, umiała sprawić, że w jej towarzystwie każdy czuł się wyjątkowy, na organizowanych przez nią imprezach, każdy nawet ten nowoprzybyły i nikomu nieznany był najbardziej oczekiwanym gościem.

Edytka zawsze i wszędzie, na każdej imprezie, w niemal każdym udzielonym wywiadzie powtarzała, że „wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Było to główne hasło jej działalności, była to myśl przewodnia naszego pierwszego Zjazdu, tymi słowami Edytka zwróciła się do Polaków rozsianych po różnych zakątkach Europy, to tymi słowami zaprosiła ich do Rzymu. Dla niej nie były to puste słowa. Ona w nie wierzyła! Dla niej wszyscy byliśmy „jedną Rodziną” i jak w każdej rodzinie istnieją problemy, zdarzają się nieporozumienia, które wspólnie można rozwiązać, ponieważ każdą rodziną łączy szczególna więź, szczególne uczucie, a nas wszystkich łączy wspólna więź narodowa i miłość do Ojczyzny. Dlatego ważne jest, by zapomnieć o tym, co nas dzieli, a skupić się na tym co nas łączy, aby razem pracować dla dobra Polonii, ponieważ ciągle istniej potrzeba jej jednoczenia, abyśmy nie zaprzepaścili tego, co udało się wypracować Edytce przez wszystkie lata swojej działalności.
Były to jedne z jej ostatnich słów, jakie wypowiedziała kilka dni, wcześniej zanim odeszła. Pragnęła, by to co pozostanie z jej działalności Rzymie to „jedna wielka rodzina.

Kochana Przyjaciółko, trudno mi mówić, bo żadne słowa nie są w stanie wyrazić, tego, co czuję. Nie wiem jak wyrazić ten ogromny żal i ból, i wielką pustkę. (…) Edytko byłaś mi zawsze bratnią duszą. Łączyła nas ta sama pasja, wielkie zamiłowanie do pracy społecznej, przez tyle lat każdą imprezę organizowałyśmy ramie w ramię. Dziś zostawiłaś mnie samą… Dziś ja muszę zorganizować ci ostatnią imprezę… i nie wiem czy sama temu podołam”.

Zdjęcia i stylizacja Sylwia Dombrowska.

Edyta Felsztyńska wspólnie z Bożeną Wróblewską za swoją działalność na rzecz integracji Polonii, a zwłaszcza , za zorganizowanie Zjazdów Polonii Europejskiej otrzymała nagrodę Złotej Sowy, przyznawaną corocznie przez redakcję pisma polonijnego „Jupiter” – organu Klubu Inteligencji Polskiej w Austrii i Federacji Kongres Polonii w Austrii.

Jak o swojej działalności na rzecz Polonii mówiła sama Edyta, przypominamy, publikując fragmenty rozmowy z Anną Malczewską dla „Naszego Świata”, przeprowadzonej w czerwcu 2016 roku:

„Kilka lat temu wraz z Bożeną Wróblewską założyłyście stowarzyszenie INSIEME, w którym działacie aktywnie na rzecz Polonii. Dzięki organizowanym przez was imprezom, w tym Zjeździe Polonii Europejskiej stałyście się znane nie tylko Polakom w Rzymie, ale także naszym rodakom w Europie. Skąd bierzecie zapał na tą niełatwą często działalność?

Działalność na rzecz Polonii to od kilku lat moje drugie życie. Zajmuje mi nieraz więcej czasu niż sama praca zawodowa.

Pamiętam moje pierwsze miesiące we Włoszech, wszelkie trudności z jakimi się boryka każdy cudzoziemiec na początku emigracji. Nie było telefonów komórkowych, nie było Facebooka i innych portali, dzięki którym tak szybko i łatwo jest się wymienić każdym rodzajem informacji. Dzięki dobremu wykorzystaniu tych narzędzi i stowarzyszeniom takie, jak nasze mamy dzisiaj możliwość poznawania nowych ludzi, wymieniania się wszelkimi informacjami, radami. Niesamowitą siłę i energię do dalszego działania dają nam ludzie, którzy przychodzą na imprezy organizowane przez nasze stowarzyszenie. Z biegiem lat udało nam się stworzyć wspaniałą grupę ludzi, stałych uczestników naszych spotkań, która nawzajem sobie pomaga, w niełatwym życiu na emigracji. Od lat podkreślam, że jeśli nie pomożemy sobie sami nawzajem, to kto nam tu może podać pomocną dłoń… Często na naszych spotkaniach integracyjnych organizujemy akcje charytatywne dla naszych rodaków i przy każdej takiej okazji nasza Polonia wykazuje się ogromnym sercem i chęcią niesienia pomocy. Nie przez przypadek nasze wieczory zaczynamy zawsze wspólnie śpiewając “Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Tego właśnie zazdroszczą nam rodacy przyjeżdzający na Zjazdy Polonii Europejskiej w Rzymie z innych krajów Europy. Są mile zaskoczeni, że jesteśmy tak zgraną i zorganizowaną Polonia tutaj, w Rzymie. Podkreślę tutaj, że organizacja tych Zjazdów to ciężka praca i przeogromne zaangażowanie nie tylko naszego stowarzyszenia, ale wielu osób, które wnoszą swój wkład do tego ewentu. Dlatego jest to nasz, wspólny sukces, a gdyby nie nasze spotkania nie znalibyśmy się i nie byłoby możliwe zorganizowania czegokolwiek.

Opowiedz mi proszę o Twojej przyjaźni z Bożeną Wróblewską? Jak to się zaczęło i jaki jest sposób na przetrwanie takiej przyjaźni.

Bożena i Edyta

Z Bożenką znamy się od przeszło 20 lat! Zapoznała nas wspólna koleżanka, która teraz już wróciła do Polski. Pewnie nie zdawała sobie wtedy sprawy, jaka wspaniała przyjaźń narodzi się między nami. Jaki jest sposób na przetrwanie takiej przyjaźni? Taki sam, jak na przetrwanie wszystkich związków, czyli lojalność, szczerość, szacunek i wyrozumiałość dla drugiej osoby. Nikt z nas nie jest perfekcyjny. Nie sztuką jest dążenie do zmiany charakteru drugiego człowieka, ale umiejętność pokochania go takim, jakim jest”.
Edyta po wielu latach na emigracji powróciła do ukochanej Polski. Spoczęła na cmentarzu w swoim rodzinnym mieście Bielawie, k. Wrocławia. Pozostanie w naszych sercach i sercu wielu Polaków we Włoszech.

Łączymy się w bólu z bliskimi Edyty Felsztyńskiej, składając najszczersze wyrazy współczucia.

Danuta Wojtaszczyk
i Anna Malczewska
redakcja “Naszego Świata”


Czytaj także:

Edyta Felsztyńska. Pozytywne myślenie ma wielką moc

 

Każde dziecko może uczyć się języka polskiego we Włoszech?

W Polsce i 26 krajach na całym świecie odbyło się Narodowe Czytanie